Wydarzenia

Były prezes RPK kontra wójt gminy Bochnia. Wzajemne oskarżenia rozstrzygnie sąd

Tomasz STODOLNY

Lucjan Zapała, były prezes spółki RPK, pozwał wójta gminy Bochnia Marka Bzdeka zarzucając mu zniesławienie. Jednocześnie publicznie mnoży zarzuty wobec samorządowca oraz jego zastępczyni Eweliny Makowskiej i... jest bardzo prawdopodobne, że w związku z tym sam będzie miał podobny proces.

Część z opisanych poniżej szczegółów sporu na linii Lucjan Zapała - Marek Bzdek jest już znana z wcześniejszych publikacji, o niektórych ustaleniach Bochnianin.pl przeczytacie po raz pierwszy.

List otwarty - riposta - pozew

Lucjan Zapała przestał być prezesem Rejonowego Przedsiębiorstwa w grudniu 2017 roku. Wieloletni szef spółki podpisał wówczas rezygnację z pełnienia tej funkcji.

Osiem miesięcy później, w sierpniu 2018 r., dość niespodziewanie do mediów trafił list otwarty byłego prezesa, w którym opisał on kulisy swojego rozstania z firmą, zarzucając władzom gminy Bochnia wywieranie nacisków i szykanowanie (więcej TUTAJ). Dlaczego z takim opóźnieniem? W rozmowie z Bochnianin.pl Lucjan Zapała podkreślał wówczas, że chce bronić swojego dobrego imienia i nie może się pogodzić z rozpowszechnianymi plotkami o doprowadzeniu przez niego firmy do kiepskiej kondycji finansowej. Przyznał, że o sprawach opisanych w liście zawiadamiał prokuraturę, ale ta odmówiła wszczęcia postępowania. Tłumaczył, że w tej sytuacji, niejako w akcie desperacji, pozostało mu rozesłać swoje oświadczenie do mediów.

Nie wspomniał, o czym dowiadujemy się teraz, że walczył wtedy o odprawę, a spółkę pozwał już do sądu. Choć dziś przyznaje, że to właśnie kwestia braku wypłaty tych pieniędzy była przyczyną wszystkiego co stało się potem.

List otwarty doczekał się niemal natychmiastowej riposty - na łamach Bochnianin.pl opublikowaliśmy oświadczenie wójta Marka Bzdeka, który uznał, że "twierdzenia zawarte w liście są zupełnie nieprawdziwe i noszą znamiona przestępstwa", wytknął byłemu prezesowi nieprawidłowości w zarządzaniu spółką, a przy okazji zarzucił, że ten "dorabiał sobie miesięcznie kilka tysięcy do i tak już wysokiej bo ponad 9 tysięcznej pensji, zawierając jako prezes umowy o świadczenie usług z samym sobą, bez zgody Rady Nadzorczej".

Kilka dni później Lucjan Zapała poinformował o złożeniu w sądzie prywatnego aktu oskarżenia przeciwko wójtowi gminy Bochnia w związku z pomówieniami zawartymi w oświadczeniu. Termin pierwszej rozprawy wyznaczony został dopiero na 4 lutego 2019, czyli za kilka dni.

Pełną treść listu otwartego Lucjana Zapały oraz odpowiedź wójta znajdziecie TUTAJ. Oświadczenie eks-prezesa o złożeniu pozwu - TUTAJ.

Poszło o wypłatę odprawy

Aby zrozumieć jak Lucjan Zapała i Marek Bzdek dotarli w sporze do tego miejsca, trzeba się cofnąć przynajmniej do grudnia 2017 roku. Prezes RPK (to spółka należąca do gminy) podpisał wówczas rezygnację z pełnionej funkcji, a umowę o pracę rozwiązano za porozumieniem stron. Lucjan Zapała twierdzi, że został wtedy postawiony pod ścianą, ale nie chciał walczyć, bo "nie jest przyspawany do stołka", dlatego zgodził się na stawiane warunki.

Z późniejszych dokumentów wynika, że miał się zorientować, iż taki sposób załatwienia sprawy mógł pozbawić go odprawy. W styczniu 2018 zaczął się o nią dopominać, a w marcu oficjalnie oświadczył, że wcześniejsza rezygnacja została na nim wymuszona groźbą i że został oszukany zapewnieniem, iż odprawa będzie mu przysługiwała - i w konsekwencji składając tzw. oświadczenie woli wycofał się z zawartego w grudniu porozumienia.

Wersja spółki jest inna: odprawa się należała (22 tys. zł brutto), ale podważanie porozumienia przez eks-prezesa zaczęło się dużo wcześniej - dlatego w obliczu prawdopodobnego sądowego sporu wypłata została wstrzymana (miała zostać wpłacona do sądowego depozytu).

Pozew do sądu i ugoda

W czerwcu 2018 roku Lucjan Zapała pozwał RPK żądając 54 tys. złotych brutto. W sierpniu rozesłał do mediów list otwarty (ten wątek został już opisany wyżej).

Pozew ostatecznie zakończył się ugodą zawartą przed sądem 10 grudnia. Lucjan Zapała oświadczył wówczas, że wycofuje się ze stwierdzenia, że zrezygnował z funkcji prezesa RPK pod wpływem groźby, z żądania sprostowania świadectwa pracy, zrezygnował też z wysuwanych roszczeń. W zamian spółka zobowiązała się wypłacić mu 22 tys. zł "tytułem odszkodowania", a strony zgodnie oświadczyły, że "ugoda wyczerpuje wszelkie ich wzajemne roszczenia związane z łączącym je stosunkiem pracy".

Proces o zniesławienie i mnożenie oskarżeń

Według informacji ze spółki, te pieniądze zostały wypłacone byłemu prezesowi w połowie stycznia. Ale to oczywiście nie koniec historii.

Jak już wcześniej wspomniano, 4 lutego ma odbyć się pierwsza rozprawa o zniesławienie, w której Lucjan Zapała oskarża Marka Bzdeka. Chodzi o stwierdzenia zawarte w oświadczeniu opublikowanym przez wójta w mediach w sierpniu zeszłego roku, m.in. takie, że prezes RPK zawierał umowy sam ze sobą (jako osobą fizyczną), dorabiając sobie w ten sposób do pensji po kilka tysięcy złotych.

- Zobaczymy, co przyniosą [do sądu - przyp. red]. Chciałbym żeby pokazali chociaż jedną umowę, którą ja sobie sam ze sobą podpisałem - mówi Lucjan Zapała w rozmowie z Bochnianin.pl. - Ja takich umów po prostu.... Chyba, że coś sprefabrykowali. Ale ja swój podpis poznam. Nie ma, nie znam takiej umowy. Zobaczymy co przedstawią.

Z fotokopii dokumentów przekazanych redakcji przez spółkę wynika, że rzeczywiście takie umowy istnieją. Wkrótce przed sądem dojdzie do konfrontacji przedstawianych wersji.

"To już przegięcie"

Tymczasem Lucjan Zapała przypomina swoje zarzuty wobec władz gminy m.in. wtrącanie się do polityki kadrowej spółki i wywieranie nacisków. Niedawno dość niespodziewanie dorzucił też zupełnie nowe: publicznie zasugerował, że wójt i jego zastępczyni traktowali spółkę jak prywatny folwark, bo mieli korzystać bezpłatnie z tamtejszej myjni samochodowej i nie chcieli płacić za usługi napraw swoich samochodów świadczone w warsztacie RPK - podał dwa takie konkretne przypadki i twierdzi, że musiał zapłacić za usługi z własnej kieszeni. Na dowód przedstawia ręcznie napisane oświadczenie ówczesnego kierownika serwisu oraz paragon.

Marek Bzdek i Ewelina Makowska są oburzeni. Stanowczo zaprzeczają słowom byłego prezesa. "To już przegięcie" - zgodnie oceniają.

- Nie korzystaliśmy z jakichkolwiek darmowych usług zarówno w RPK Sp. z o.o. ani też w innych jednostkach podległych gminie. Posiadam fakturę, z której wynika, że była wykonana naprawa, a wymieniona cześć po krótkim czasie przestała działać [chodziło o podnośnik szyby - przyp. red.]. W związku z tym, iż obowiązywał jeszcze okres rękojmi, a wada dotyczyła właśnie tej nowej części otrzymałam informację, że zostanie ona wymieniona - wyjaśnia Ewelina Makowska. Zastępczyni wójta ma też fakturę na mycie pojazdu, sprzątanie jego wnętrza, czy badania techniczne.

Marek Bzdek dodaje: - Wszystkie usługi wykonywane w RPK były fiskalizowane, a płaciłem za nie kartą platnicza. Mam wszystkie potwierdzenia przelewów z banku na przestrzeni kilku lat.

- Cała ta sytuacja jest tak groteskowa, że zaczynam się zastanawiać kiedy były prezes przedstawi paragony z "Eski" w Zawadzie gdzie oboje robimy zakupy i oświadczy, że kupował mi również artykuły spożywcze... - podsumowuje Ewelina Makowska.

Będą kolejne sprawy sądowe?

- Sprawa tych wszystkich pomówień na pewno zostanie przez nas skierowana na drogę postępowania sądowego - podkreśla zastępczyni wójta.

- Z perspektywy czasu żałuję, że pan Zapała nie został odwołany już rok wcześniej, bo była taka sytuacja, że mieliśmy spore zastrzeżenia do jego pracy, ale pan Zapała przyjechał wtedy do mnie do domu i dosłownie płakał żeby go nie odwoływać i prosił o kolejną szansę... - mówi Ewelina Makowska. - Zachowanie pana Zapały podyktowane jest najpewniej tym, że stracił bardzo dobrze płatną posadę, a spółka jest w przygotowaniu pozwu przeciwko niemu o złe gospodarowanie jej mieniem.

W rozmowie z Bochnianin.pl swój kolejny pozew zapowiada również Lucjan Zapała - ma on dotyczyć naruszenia dobr osobistych pracownika.

Były prezes RPK dodaje: - Tej całej sprawy, tego wszystkiego i sytuacji, którą teraz mamy, by nie było, tylko wystarczyło, żeby dotrzymali słowa.

Formułowane na łamach mediów wzajemne oskarżenia i pretensje wkrótce zaczną być weryfikowane przez sąd - wtedy opinia publiczna będzie mogła jednoznacznie ocenić podejmowane przez strony działania i formułowane wypowiedzi.

comments powered by Disqus

Najnowsze