Wydarzenia

Bochnia: Wóz strażacki rozbity. Rzecznik uspokaja

Tomasz STODOLNY

Dziś ekspert ma ocenić zniszczenia wozu bojowego bocheńskiej jednostki Państwowej Straży Pożarnej powstałe podczas wczorajszej kolizji w Damienicach. Przypomnijmy: w poniedziałek rano pojazd, którym strażacy jechali do wypadku, na oblodzonej jezdni wpadł w poślizg i wylądował w fosie, a przewracając się na bok uderzył w przydrożną kapliczkę.

Dwaj strażacy trafili do szpitala, ale na szczęście okazało się, że nic poważnego im się nie stało - doznali jedynie ogólnych potłuczeń i jeszcze wczoraj, zaraz po badaniach, o własnych siłach opuścili szpital.

Pojazd, który został uszkodzony to ciężki samochód ratownictwa technicznego SCRt (na podwoziu VOLVO FM 400) - jeden z pięciu, którymi dysponuje bocheńska jednostka ratowniczo-gaśnicza. Wyposażony jest m.in. w żurawia hydraulicznego, wciągarki linowe, pneumatyczny maszt oświetleniowy oraz sprzęt ratownictwa technicznego zamontowany na wysuwanych tablicach i szufladach.

Z oczywistych względów pojazd jest obecnie wyłączony ze służby. To strata, ale jak przekonuje rzecznik prasowy bocheńskiej straży pożarnej, nie ma powodów do obaw:

- Część sprzętu dubluje się na innych samochodach, na przykład rozpieraki hydrauliczne, czy urządzenia do cięcia karoserii. W razie potrzeby nadal jesteśmy w stanie i będziemy nieść pomoc w przypadkach zagrożenia - zapewnia Gerard Wydrych.

Dziś rzeczoznawca ma ocenić uszkodzenia pojazdu. Pozwoli to na rozważenie i podjęcie decyzji, czy opłaca się dokonywać napraw, czy raczej trzeba rozpocząć starania o pozyskanie nowego samochodu.

Rozbite wczoraj Volvo jeździ w bocheńskiej straży pożarnej od 11 lat i według przyjętych standardów jest tuż za półmetkiem służby w PSP (zwykle po 20 latach wozy przekazywane są do jednostek OSP).

Zobacz też: Śmiertelny wypadek w Stanisławicach

comments powered by Disqus

Najnowsze