Wydarzenia

Poseł Włodzimierz Bernacki komentuje oświadczenie Beaty Makowskiej - WYWIAD

Mirosław CISAK

- Nie wiem jak pani Beata Makowska może czuć się teraz, kiedy w swoim oświadczeniu zawarła treści kompletnie nieprawdziwe - powiedział w rozmowie z Bochnianin.pl poseł Włodzimierz Bernacki komentując opublikowane w czwartek oświadczenie radnej.

Na zdjęciu poseł Włodzimierz Bernacki podczas konferencji prasowej w Bochni (06.08.2018).

Mirosław Cisak, Bochnianin.pl: - W oświadczeniu przesłanym do redakcji Bochnianin.pl radna Beata Makowska skrytykowała Pana „autorytarne rządy”. Jak Pan odebrał te słowa i całe oświadczenie?

Poseł Włodzimierz Bernacki, Prawo i Sprawiedliwość: - Jestem zaskoczony tym oświadczeniem z kilku powodów. Po pierwsze przypominam sobie jak w trakcie spotkania radnych już po wyborach, pani Beata Makowska została zaatakowana przez panią Bernadettę Gąsiorek i obroniłem ją przed takim bardzo agresywnym wystąpieniem.

Po drugie, rozmawiałem indywidualnie ze wszystkimi radnymi, również z panią Makowską. Pytałem ją o to jaki ma pomysł na pracę w radzie oraz jakie osoby wskazywałaby na te najwyższe funkcje w zarządzie i prezydium. To co znalazło się w oświadczeniu stoi w bezpośredniej opozycji do tego co wtedy usłyszałem.

Trzecia sprawa: pada określenie „autorytarne rządy”, że w sposób autorytarny prowadziłem struktury powiatowe. Nic bardziej mylnego. To właśnie odkąd jestem szefem okręgu i pełnomocnikiem (w powiecie bocheńskim - przyp. red.) w większości gmin udało się powołać koła terenowe. W części tych gmin powołane zostały zarządy. Wszystko co działo się w trakcie układania list i później, było konsultowane ze strukturami zarówno na poziomie gmin, jak i powiatu. Więc to jest dla mnie kompletnie niejasne.

Co więcej ta lista do rady powiatu była listą, która budowała i łączyła. Na listach były różne osoby, nikt nikogo nie narzucał. Dlatego zarzut, który stawia pani Makowska jest dla mnie niezrozumiały.

Jak wyglądało dzielenie stanowisk tuż po wyborach?

- Konsultowałem z każdym radnym podział stanowisk. Co więcej, później radni przez głosowanie zatwierdzali składy prezydium, czy zarządu powiatu. Więc to jest kompletne nieporozumienie.

Nie wiem jak pani Beata Makowska może czuć się teraz, kiedy w swoim oświadczeniu zawarła treści kompletnie nieprawdziwe. To, że wypowiadam taką ocenę to nie jest tylko moje stanowisko, ale gdyby zapytał pan pozostałych radnych powiatowych, którzy uczestniczyli w tych działaniach, to pewnie również wyrażą zdziwienie.

Czy zamierza Pan reagować na to oświadczenie w jakiejś innej formie niż ta rozmowa?

- Absolutnie nie. Nie mam zamiaru wchodzić w dyskusję z oświadczeniem, bo trudno mówić, że z osobą. Panią Makowską pamiętam zupełnie inną, rozmawiałem z nią. Wyrażała swoje opinie, stanowisko, dyskutowaliśmy.

Jestem człowiekiem, który unika wszelkich awantur. Jestem przeciwnikiem autorytaryzmu, dyktatury i jeśli ktoś stawia mi takie zarzuty to w pierwszym momencie czuję się całkowicie bezradny, ale później podchodzę do tego jak podchodzi nauczyciel do ucznia, studenta, który nie mając pełnej wiedzy stara się epatować innych swoimi opiniami. Trudno mi się odnosić do tego oświadczenia i komentować go w szerszy sposób, bo te treści są całkowicie fałszywe.

Jest Pan kojarzony przede wszystkim z powiatem proszowickim, ale jednocześnie jest pełnomocnikiem PiS-u w powiecie bocheńskim. Może też o to chodzi.

- Nikomu nie narzucałem swojej opinii, swojego stanowiska. Moją rolą było po pierwsze przeprowadzenie wyborów w poszczególnych gminach. Później, gdy w gminach pojawiły się zarządy moją rolą było zwołanie tych ludzi, aby oni wskazali najlepszych kandydatów do rad. Jeśli moją rolę organizacyjną traktuje się jako rolę całkowicie zewnętrzną to mamy do czynienia z kompletnym nieporozumieniem.

Dlaczego mimo wprowadzenia 13 radnych do 23-osobowej Rady Powiatu w Bochni PiS-owi nie udało się zbudować większości?

- Nie mam pojęcia. Jeden z radnych powiatowych kiedyś powiedział, że dałby sobie za panią Makowską uciąć rękę i teraz byłby bez ręki.

Wygraliśmy wybory w powiecie i to wynikało z bardzo dobrych, silnych list. Te listy były otwarte na wszystkie środowiska Prawa i Sprawiedliwości, choć były listami niezgody w obrębie PiS. W mojej opinii zawiódł ten pierwszy podstawowy czynnik, a więc związany z ambicjami pojedynczych osób, w tym wypadku osób, które nas opuściły.

W tym wszystkim kuriozalne jest to, że w trakcie naszych spotkań, osobami między którymi występowały mocne napięcia to były właśnie panie Makowska i Gąsiorek. Jestem zaskoczony. Pani Makowska sprawiała wrażenie osoby, która jest w pełni oddana, a osobą, którą wskazywała jako tą, która powinna pełnić najwyższe funkcje był pan Mariusz Zając.

Co w takim razie zmienić, aby w przyszłości nie dopuścić do tego typu sytuacji?

- Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Po wyborach mieliśmy bardzo ważne spotkanie wszystkich aktywnych członków PiS i sympatyków. Wskazaliśmy na te wszystkie najważniejsze błędy, uchybienia i słabości naszego środowiska. Paradoksalnie to co stało się za sprawą pani Makowskiej i pani Gąsiorek bardzo mocno zjednoczyło nasze środowisko, które uległo samooczyszczeniu.

Teraz spoglądam z optymizmem w przyszły rok, a tym, którzy odeszli, no cóż… krzyżyk na drogę i niech dokonają rachunku sumienia.

* * *

Zobacz też:

- Radna Makowska przerywa milczenie: "Nazwanie mojego działania zdradą jest wielkim nadużyciem"

comments powered by Disqus

Najnowsze