Wydarzenia

Sąd postanowił oddalić protesty wyborcze ws. II tury w Bochni - UZASADNIENIE

Mirosław CISAK

Sąd Okręgowy w Tarnowie oddalił protesty wyborcze dotyczące II tury wyborów w Bochni. W uzasadnieniu sędzia Marek Syrek wskazał, że przez wypadek na autostradzie dotarcie do lokali wyborczych zajmowało „dużo więcej czasu niż w dzień, w którym nie wydarzyła się taka katastrofa, jednak nie było żadnych przeszkód, aby przy odpowiednio wysokim stopniu determinacji do lokalu wyborczego dotrzeć”.

Protesty wyborcze w sprawie II tury wyborów burmistrza Bochni złożyło dwoje mieszkańców os. Smyków. Skarżący domagali się unieważnienia wyborów w obwodzie nr 1 i 2, bo według nich komisje wyborcze powinny wydłużyć czas głosowania z powodu paraliżu komunikacyjnego, który powstał po wypadku na autostradzie A4. Więcej na temat protestów wyborczych można przeczytać w tekście „Protesty ws. wyborów burmistrza Bochni”.

Dzień przed ogłoszeniem wyroku w sądzie zeznawali świadkowie, wnioskodawczyni i uczestnicy postępowania. Mieszkańcy ul. Smyków i ul. Wygoda w swoich zeznaniach byli dość spójni. Większość mówiła, że 4 listopada w godz. od ok. 15:00 do ok. 21:00 warunki na drogach w północnej części Bochni były trudne (podróż trwała 4-5 razy dłużej niż zwykle), ale nie było całkowitego zablokowania ulic.

O zeznaniach świadków można przeczytać w tekście: „Co w sądzie zeznawali świadkowie?”.

Protesty oddalone

Sąd zdecydował o oddaleniu protestów. Wyrok odczytał w czwartek 13 grudnia sędzia Marek Syrek, przewodniczący trzyosobowego składu sędziowskiego.

- Protesty złożone przez dwóch wyborców z miasta Bochnia okazały się nieuzasadnione - powiedział sędzia Marek Syrek.

- W protestach zawarto w istocie dwa zarzuty. Pierwszy polegał na naruszeniu artykułu 47 kodeksu wyborczego poprzez zaniechanie przedłużenia głosowania. Kolejny zarzut to popełnienie przestępstwa z artykułu 249 pkt. 2 i 3 kodeksu karnego - mówił Marek Syrek.

Zarzut z art. 249 kk

Uzasadnienie sędzia rozpoczął od drugiego z wymienionych zarzutów. - Okazał się on oczywiście nieuzasadniony. Skarżący w żaden sposób nie wskazali kto miałby dopuścić się tego przestępstwa, na czym to przestępstwo miałoby polegać. Wystarczy tylko przytoczyć treść tego przepisu, który wskazuje, że przestępstwo z art. 249 polega na przeszkadzaniu swobodnemu wykonywaniu prawa do kandydowania lub głosowania lub też przeszkadzaniu w głosowaniu lub obliczaniu głosów. Dodatkowo czyn ten musi być popełniony przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem - wyjaśnił sędzia Marek Syrek.

- Przeprowadzone postępowanie dowodowe nie dostarczyło jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, że którakolwiek osoba wchodząca w skład organów wyborczych takiego przestępstwa mogła się dopuścić - powiedział Marek Syrek.

Zarzut z art. 47 kodeksu wyborczego

- Kolejny zarzut, czyli zaniechanie polegające na nie przedłużeniu głosowania z uwagi na trudności komunikacyjne również w ocenie sądu nie zasługiwał na uwzględnienie - podkreślił sędzia Marek Syrek.

- Trzeba zwrócić uwagę po pierwsze, że w żadnym odcinku czasowym głosowanie w obwodach nie było uniemożliwione. Głosowanie odbywało się bez przeszkód we wszystkich obwodach głosowania na terenie miasta Bochni. Rzeczywiście pojawiły się trudności komunikacyjne, które niektórym osobom mogły w jakiś sposób utrudnić dotarcie do obwodów głosowania - mówił Marek Syrek, kontynuując: - Jednak z przeprowadzonego postępowania dowodowego wynika, że te trudności nie miały takiego charakteru, który by uniemożliwił wyborcom dotarcie do lokalu. Trzeba zwrócić uwagę, że z przesłuchania komendanta powiatowego policji wynika, że już o godzinie 16:15, a więc około półtorej godziny od zaistnienia wypadku został udrożniony jeden pas autostrady. Od tego momentu samochody, które znajdowały się na autostradzie i dojeżdżały do tego newralgicznego punktu nie zjeżdżały już na teren miasta Bochnia, tylko mogły poruszać się oczywiście w wolnym tempie jednym pasem autostrady. Dlatego też trudności komunikacyjne, które wystąpiły wcześniej na terenie miasta Bochnia już od godz. 16:15 z pewnością były z biegiem czasu coraz mniejsze.

Nie było przeszkód, aby dotrzeć na wybory

- Przesłuchiwani świadkowie, choć wskazali oczywiście na wolno poruszające się samochody, niektórzy wskazywali wręcz na całkowite zablokowanie ruchu, ale jednak te osoby, które podjęły próbę przejechania jakiegoś odcinka tymi zatłoczonymi drogami, były w stanie pokonać odległość pojazdem mechanicznym. Co prawda zajmowało to dużo więcej czasu niż w dzień, w którym nie wydarzyła się taka katastrofa, jednak nie było żadnych przeszkód, aby przy odpowiednio wysokim stopniu determinacji do lokalu wyborczego dotrzeć. Oczywiście zawsze wchodzi w grę dotarcie w inny sposób do lokalu wyborczego, czy to pieszo, rowerem, czy korzystając z innego pojazdu jednośladowego - powiedział Marek Syrek.

Sędzia przywołał zeznania jednego ze świadków: - Wskazywał, że jego kolega dotarł do lokalu komisji wyborczej, choć zajęło mu to około 90 minut, licząc podróż w obie strony to jednak było to możliwe do uczynienia i to w takim okresie, kiedy te trudności komunikacyjne były najbardziej nasilone, bo pomiędzy godziną 16:00 a 17:00.

- Inni przesłuchiwani świadkowie, którzy zrezygnowali z dotarcia do lokalu obwodowej komisji wyborczej wskazywali, że również zauważyli zmniejszenie natężenia ruchu w późnych godzinach wieczornych, ale jednak dobrowolnie zrezygnowali z udania się do lokalu obwodowej komisji wyborczej, wskazywali na inne plany albo innego rodzaju przeszkody, które sprawiały, że zmienili decyzję i zrezygnowali z dotarcia do lokalu obwodowej komisji wyborczej - mówił Marek Syrek.

Nikt nie zgłaszał problemów

- Co jest istotne, w ciągu całego dnia wyborczego żaden z wyborców nie zgłaszał trudności w dotarciu do lokalu obwodowej komisji wyborczej z uwagi na zaistniałe trudności komunikacyjne. Żadnego tego rodzaju sygnału nie odebrał ani komisarz wyborczy, ani też członkowie obwodowych komisji wyborczych, czy wreszcie członkowie miejskiej komisji wyborczej - stwierdził Marek Syrek.

- Tymczasem zasady doświadczenia życiowego wskazują, że jeśli pojawiają się jakieś nadzwyczajne przeszkody, które uniemożliwiają wyborcom skorzystania z ich praw, reakcje następują bardzo szybko i w szczególności delegatury Krajowego Biura Wyborczego są wręcz zasypywane informacjami podawanymi czy to drogą telefoniczna, e-mailową, czy też osobiście przez zgłaszających się wyborców, którzy wskazują na trudności, na pewne nieprawidłowości, które pojawiły się w procesie wyborczym. Takiej sytuacji w ogóle nie odnotowano 4 listopada 2018 roku. Artykuł 47 kodeksu wyborczego nakazuje przedłużenie głosowania tylko w sytuacji, kiedy to głosowanie byłoby przejściowo uniemożliwione. Taka sytuacja na terenie miasta Bochnia nie zdarzyła się 4 listopada 2018 roku - powiedział Marek Syrek.

- Przejściowe trudności komunikacyjne sprawiły, że rzeczywiście było znaczne natężenie ruchu i że wyborcy, którzy chcieli się udać do tych lokali pojazdem samochodowym, musieli się liczyć z dłuższym oczekiwaniem na dotarcie do lokalu. Na pewno nie było to całkowicie uniemożliwione. Ruch ok. godz. 19 został przywrócony do normalnych rozmiarów i istniało co najmniej 1,5 godziny może nawet 2 godziny na to, aby osoby, które chciały skorzystać ze swoich praw wyborczych, mogły dotrzeć do lokalu i oddać głos - stwierdził Marek Syrek.

- W tej sytuacji sąd nie dopatrzył się naruszenia przepisów kodeksu wyborczego i dlatego też protesty zostały uznane za nieuzasadnione - zaznaczył sędzia Marek Syrek.

Wyrok nie jest prawomocny. Stronom przysługuje możliwość wniesienia zażalenia do Sądu Apelacyjnego w Krakowie w terminie 7 dni od doręczenia postanowienia. Na razie nie wiadomo, czy wnioskodawcy skorzystają z takiej możliwości (podczas ogłoszenia wyroku nie było ich w sali rozpraw).

Czytaj również:

Co w sądzie zeznawali świadkowie?
Burmistrz Bochni skomentował wyrok sądu

comments powered by Disqus

Najnowsze