Wydarzenia

Protest wyborczy w Bochni. Co w sądzie zeznawali świadkowie?

Mirosław CISAK

Ponad trzy godziny trwały zeznania świadków, wnioskodawczyni i uczestników postępowania w sprawie protestów wyborczych dotyczących II tury wyborów w Bochni. Wyrok w sprawie toczącej się w Sądzie Okręgowym w Tarnowie ma zostać ogłoszony w czwartek 13 grudnia.

Przypomnijmy: dwóch mieszkańców Bochni złożyło protesty wyborcze w sprawie II tury wyborów burmistrza Bochni. Skarżący domagają się unieważnienia wyborów w obwodzie nr 1 i 2, bo według nich komisje wyborcze powinny wydłużyć czas głosowania z powodu paraliżu komunikacyjnego, który powstał po wypadku na autostradzie A4. Więcej na temat protestów wyborczych można przeczytać w tekście „Protesty ws. wyborów burmistrza Bochni”.

Zeznawało 9 świadków

Sprawa została skierowana do wydziału cywilnego Sądu Okręgowego w Tarnowie. Sąd orzeka w trzyosobowym składzie: przewodniczący SSO Marek Syrek, SSO Waldemar Nawrocki i SSO Edward Panek.

Na środę wezwano 14 świadków. Wśród nich głównie mieszkańcy ul. Smyków i ul. Wygoda, ale też komendant powiatowy policji w Bochni Tadeusz Stachak oraz dwoje lokalnych dziennikarzy. W sumie zeznawało jednak 9 osób, bo reszta nie stawiła się w sądzie (w tym jeden dziennikarz).

Podczas rozprawy obecna była jedna ze skarżących, pełnomocnik wnioskodawców, a także komisarz wyborczy w Tarnowie, przewodnicząca miejskiej komisji wyborczej w Bochni oraz jedna z przewodniczących komisji obwodowej, której dotyczyły protesty.

Brak zgód na publikację wizerunku

Zgodę na publikację wizerunku wyraził tylko komendant powiatowy policji w Bochni Tadeusz Stachak oraz komisarz wyborczy w Tarnowie II Przemysław Szpik.

Na początku rozprawy pełnomocnik wnioskodawców (co ciekawe on również nie wyraził zgody na publikację wizerunku) zgłosił nawet wniosek o wyłączenie jawności przesłuchań świadków, ale sąd odrzucił jego wniosek.

Długie zeznanie komendanta

Najdłużej trwały zeznania komendanta Tadeusza Stachaka. Świadek powtarzał to co już napisał w piśmie skierowanym do burmistrza Bochni Stefana Kolawińskiego. Najważniejsze informacje z tego listu to:

- 4 listopada o godz. 14:40 doszło do wypadku na autostradzie A4 w okolicach Bochni;
- od godz. 14:40 autostrada w kierunku Krakowa była zablokowana;
- o godz. 16:15 prawy pas autostrady w kierunku Krakowa został odblokowany;
- o godz. 19:45 przywrócony został ruch na autostradzie;
- ruch na drogach Bochni był w tym czasie zwiększony, „dochodziło do chwilowych zatorów i blokowania się niektórych ulic, jednak nie stwierdzono nieprzejezdności, bądź stałego zablokowania którejkolwiek z ulic miasta Bochnia”.

Cały list można przeczytać TUTAJ.

- Nie mam żadnych informacji, aby ruch został całkowicie zablokowany przez dłuższy czas na którejkolwiek ulicy. Według mnie było to niemożliwe - powiedział w środę w tarnowskim sądzie insp. Tadeusz Stachak, komendant policji w Bochni.

- Ruch na ulicach był wtedy na pewno większy niż w zwykły dzień, ale nie mam wiedzy, aby w jakimkolwiek momencie był całkowicie zablokowany - stwierdził Tadeusz Stachak.

Komendant przyznał, że nie było żadnych zgłoszeń na policję dotyczących trudności w dostaniu się do lokali wyborczych.

Zeznania mieszkańców

Zeznający w sprawie mieszkańcy ul. Smyków i ul. Wygoda w swoich zeznaniach byli dość spójni. Większość mówiła, że 4 listopada w godz. od ok. 15:00 do ok. 21:00 warunki na drogach w północnej części Bochni były trudne (podróż trwała 4-5 razy dłużej niż zwykle), ale nie było całkowitego zablokowania ulic.

- Wyjechałam samochodem ok. godz. 18:00, żeby dotrzeć do lokalu obwodowej komisji wyborczej, do której mam ok. 4 km. Droga była jednak zakorkowana, przejechałam 100 metrów i zajęło mi to 30 minut. Zaparkowałam wtedy na poboczu i wróciłam na nogach do domu - powiedziała mieszkanka ul. Smyków.

Inny mieszkaniec tej samej ulicy powiedział, że nie dotarł do lokalu wyborczego, do którego z domu ma ok. 4 km. Zrezygnował, bo w godz. 16-17 kolega powiedział mu, że na wybory jechał w jedną stronę ok. 40 min., a powrót zajął mu ok. 50 min.

Największą konsternację w sali obrad wywołały zeznania ostatniego świadka, również mieszkańca ul. Smyków. Mężczyzna powiedział, że 4 listopada ok. godz. 17:45 próbował razem ze swoją matką wyjechać autem do kościoła, a potem na wybory.

- Udało się tylko wyjechać na mostek i tyle. Ani w jedną, ani w drugą stronę. Siedzieliśmy pół godziny w samochodzie i nikt nas nie wpuścił na drogę - zeznał świadek.

Dopytywany przez uczestników postępowania, czy zamiast siedzieć w samochodzie, nie szybciej byłoby dojść pieszo do celu, mężczyzna stwierdził, że… nie dało się iść.

- Nie dało się rowerem jechać, ani na nogach iść. Taki był zator. Auta nacierały i jeździły cały czas - powiedział świadek, wyjaśniając, że przy ul. Smyków nie ma chodnika, a „poboczem nie da się przejść, bo droga jest za wąska”.

Sąd zdecydował pominąć przesłuchania świadków, którzy nie stawili się w środę w sali obrad.

Zeznania skarżącej i uczestników postępowania

Po zakończeniu przesłuchań świadków zeznawała wnioskodawczyni, autorka jednego z dwóch protestów wyborczych, która mieszka przy ul. Wygoda. Przyznała, że chciała ok. godz. 16:00 dotrzeć samochodem do siedziby komisji wyborczej. - Przez 3 godziny samochody stały i nie było szansy żadnego ruchu samochodów. Ok. godz. 19:40 ruch samochodów był delikatny. Osoby, które były w samochodzie z dziećmi skorzystały z mojej toalety i ich samochód stał przed moim domem przez ok. godzinę - zeznała kobieta.

Powiedziała, że ostatecznie ok. godz. 20:00 zdecydowała się dotrzeć do lokalu wyborczego pieszo. Była tam przed 21:00, więc zdążyła zagłosować. - Gdy wracałam do domu rozmawiałam z sąsiadami, którzy stwierdzili, że nie wzięli udziału w wyborach przez korek - zeznała skarżąca.

Komisarz wyborczy w Tarnowie II Przemysław Szpik przyznał, że nie dotarły do niego żadne informacje o trudnościach w głosowaniu w Bochni. To samo zeznały przewodnicząca jednej z komisji obwodowej oraz przewodnicząca miejskiej komisji wyborczej.

Wyrok w czwartek

Tuż pod koniec środowej rozprawy sąd poinformował o piśmie z Komendy Powiatowej Policji w Bochni dotyczącym sytuacji na drogach w Bochni 4 listopada. Dokument jest podobny w treści do listu publikowanego już na naszych łamach.

Pełnomocnik wnioskodawców chciał jeszcze powołać na świadka burmistrza Bochni Stefana Kolawińskiego. Argumentował to możliwością posiadanych przez niego informacji na temat katastrofy komunikacyjnej z 4 listopada oraz tego komu te informacje przekazywał.

Sąd oddalił wniosek o powołanie na świadka burmistrza Bochni Stefana Kolawińskiego.

- Po pierwsze kwestie dotyczące informacji nie są istotne dla rozstrzygnięcia sprawy. Czy pan burmistrz posiadał informacje, czy też nie posiadał, czy je komuś przekazywał, czy też nie przekazywał. Są to okoliczności zupełnie obojętne dla stwierdzenia czy doszło do naruszenia przepisów kodeksu wyborczego, czy też nie. Po drugie wszystkie wnioski dowodowe powinny być zgłoszone już w proteście wyborczym - powiedział sędzia Marek Syrek.

W stanowisku końcowym pełnomocnik wnioskodawców podtrzymał wniosek zawarty w protestach o stwierdzenie nieważności wyborów w II turze w Bochni. Analogicznie komisarz wyborczy podtrzymał wniosek o oddalenie protestów.

Sąd zdecydował o zamknięciu rozprawy i odroczeniu ogłoszenia wyroku do czwartku 13 grudnia do godz. 15:00.

comments powered by Disqus

Najnowsze