Wydarzenia

Trzecia kadencja Stefana Kolawińskiego: Lepiej byłoby, gdybym miał większość w radzie - WYWIAD

Mirosław CISAK

19 listopada rozpoczęła się trzecia kadencja burmistrza Bochni Stefana Kolawińskiego. Jak wyobraża sobie współpracę z nowym przewodniczącym rady Bogdanem Kosturkiewiczem? Kiedy bez biletów pojedziemy miejskimi autobusami? Jak będzie wyglądała rewitalizacja Plant Salinarnych? Na te i inne pytania odpowiedział w rozmowie z Bochnianin.pl.

Mirosław Cisak, Bochnianin.pl: - Od wyborów minęło już kilka tygodni. Jak na chłodno ocenia Pan to co stało się w II turze, czyli odrobienie bardzo dużej straty z I tury?

Stefan Kolawiński, burmistrz Bochni: - Strata była duża, ale jednak udało się zlikwidować dysproporcję. To była składowa wielu elementów, które pojawiły się w okresie między I a II turą wyborów. Pojawiło się też wsparcie mojej osoby przez pana starostę Ludwika Węgrzyna oraz przez pana Jerzego Lysego. Działania, które zostały przeze mnie podjęte, mam tu na myśli odwiedzenie około tysiąca rodzin oraz list skierowany do mieszkańców, również zrobiły swoje.

W powiecie doszło do sensacyjnego rozstrzygnięcia. Czy nowy zarząd to z Pana perspektywy lepsze rozwiązanie dla Bochni?

- Stąpamy trochę po grząskim terenie. Trudno powiedzieć, mogę założyć - ale niekoniecznie trafnie - że współpraca zarówno z jednym zarządem, jak i z drugim, układałaby się w poprawny sposób. Cenne niewątpliwie jest to, że obecny zarząd, szczególnie nowy starosta pan Adam Korta, są doświadczonymi samorządowcami. Jestem przekonany, że wyznacznikiem współpracy pomiędzy miastem a nowym zarządem powiatu będzie wspólny interes rozwijania Bochni i Powiatu Bocheńskiego a nie polityczne układanki.

W jaki sposób zamierza Pan współpracować z radnymi sejmiku związanymi z Bochnią (p. Krzysztofem Nowakiem i p. Stanisławem Bukowcem)?

- Mój pierwszy komentarz to: nareszcie mamy dwóch przedstawicieli w sejmiku województwa małopolskiego. To decyzyjny szczebel, istotny przede wszystkim pod względem możliwości pozyskiwania dotacji na wiele koniecznych zadań. Myślę, że osoby, które reprezentują Bochnię w sejmiku są skłonne do współpracy ze mną jako organem wykonawczym, dla dobra Bochni. Teraz jest koniec roku i rozpoczęcie nowej kadencji, więc jeszcze do naszego spotkania nie doszło, ale będę o nie zabiegał. Chcę rozmawiać i współpracować zarówno z panem Bukowcem, jak i panem Nowakiem. Mamy przecież do załatwienia bardzo ważne rzeczy dotyczące choćby finansowania łącznika autostradowego, a właściwie II etapu. Bez wątpienia uzyskam wsparcie dla wykonania tej i innych inwestycji od przedstawicieli bocheńskiego środowiska.

No właśnie, co z II etapem łącznika? Co Pan jako burmistrz Bochni może zrobić, żeby budowa nie zakończyła się na ul. Krzeczowskiej (I etap)?

- Jeździć i prosić oraz wywierać szeroki nacisk, aby uzyskać środki przynajmniej na projektowanie końcowego odcinka. Trzeba zabiegać o to, żeby w budżecie województwa małopolskiego znalazło się takie zadanie. Zakończenie budowy rondem na ul. Krzeczowskiej jest protezą i nie rozwiązuje problemu skomunikowania DK94 z A4. Ten odcinek, budowany w najbliższym czasie, rozwiązuje ważny, ale tylko jeden problem, czyli skomunikowanie Bocheńskiej Strefy Aktywności Gospodarczej w sposób, który umożliwi swobodny dojazd do firm zlokalizowanych w BSAG. Natomiast nie rozwiązuje to w żaden sposób wyprowadzenia transportu ciężkiego i dobrego skomunikowania największej firmy funkcjonującej w Bochni, a więc Stalproduktu.

Podejmujemy intensywne działania, szukamy wsparcia, żeby zaprojektować ten drugi odcinek i wtedy kompleksowo problem będzie rozwiązany. Nie jest to łatwe zadanie, bo wiąże się ze sfinansowaniem wiaduktu nad torami kolejowymi, który jest najdroższym elementem tego rozwiązania. Nie ukrywam, że dla Bochni niezwykle ważne jest wybudowanie wiaduktu nad torami, bo teraz mamy tylko jedno takie połączenie na ul. Proszowskiej. To zbyt mało. Żeby zapewnić bezpieczeństwo dla miasta, służb bezpieczeństwa, na wypadek zalania przejazdów pod torami - co zdarza się podczas intensywnych lub długotrwałych opadów deszczu - w mieście potrzebny jest drugi wiadukt.

12 grudnia rozprawa ws. protestów wyborczych. Czy bierze Pan uwagę taki scenariusz, że wybory w 2 obwodach zostaną powtórzone?

- Nic nie wskazuje na to, żeby taki protest mógł zostać uwzględniony. Protest skierowany do sądu zakładał, że ruch był ograniczony od godzin południowych, a wypadek był jednak później. Poza tym jest notatka z policji, która wskazuje, że owszem były utrudnienia, ale ruch cały czas się odbywał. Nie było także zgłoszeń do komisji wyborczych o wydłużenie godzin głosowania, a to wiązałoby się z przedłużeniem ciszy wyborczej w całej Polsce. Sąd z pewnością weźmie te i inne okoliczności pod uwagę a nie tylko tezy stawiane przez dwie osoby, które wniosły protest.

Po raz drugi ma Pan opozycyjną radę miasta. Czy to dla Pana duży dyskomfort?

- Na pewno lepsza dla mnie byłaby sytuacja, gdybym miał za sobą większość w radzie. Ostatnie cztery lata pokazały, że nie zawsze ta współpraca odbywała się w sposób komfortowy, ale przeżyliśmy ten czas. Rada w ważnych dla miasta decyzjach była zgodna i podejmowała decyzje w interesie dobra wspólnego. Liczę na to, że obecna rada, mimo tego, że nie jestem reprezentantem PiS, będzie pracowała podobnie, bo większość rzeczy o których dyskutujemy jest ponad podziałami. W związku z tym nie sądzę, żeby ktoś spośród radnych, wbrew zdrowemu rozsądkowi, interesowi miasta i mieszkańców, mógł podejmować jakieś destrukcyjne, burzące działania.

Przewodniczącym rady został Bogdan Kosturkiewicz. W poprzedniej kadencji często dochodziło pomiędzy panami do sporów. Czy Pana zdaniem to dobry wybór? Jak wyobraża Pan sobie współpracę z nowym przewodniczącym?

- Rola przewodniczącego rady ma bardzo szczególny charakter. Generalnie przewodniczący powinien łączyć, a nie dzielić. Czas pokaże jak będzie to robił pan Kosturkiewicz. Trudno w tym momencie oceniać, bo odbyła się dopiero pierwsza sesja rady. Przeprowadził ją sprawnie. Wydaje się, że dopiero kolejne sesje pokażą jaki kierunek obierze pan przewodniczący. Z całą pewnością nie będę nawet próbował eskalować napięć. Myślę zresztą, że wszyscy zauważyli, że staram się reagować tylko w sytuacjach, które wymagają reakcji.

Jedną z bolączek poprzedniej kadencji była Pana nieobecność podczas posiedzeń komisji problemowych. Wniosek w tej sprawie przegłosowała już nowa komisja rewizyjna. Radni chcą, żeby Pan lub Pana zastępca był obecny chociaż przez chwilę podczas każdego posiedzenia tej komisji. Czy uda się zrealizować tę prośbę?

- Będę desygnował pracowników, którzy są potrzebni w interesującym radnych obszarze. Jeżeli moja obecność będzie konieczna to będę uczestniczył w takim posiedzeniu. Nie zawsze jednak moja obecność będzie możliwa, bo np. we wtorki przyjmuję strony. Jest to ważne z punktu widzenia mieszkańców, więc chcę i muszę być dostępny dla tych, którzy potrzebują mojej pomocy i wsparcia. Praca burmistrza to także szereg spotkań nie tylko w UM, ale i poza nim. Trudno przeceniać wagę posiedzeń komisji problemowych, jednak na posiedzeniu każdej z nich po prostu nie dam rady być. Urząd Miasta to nie tylko burmistrz, ale merytorycznie przygotowani pracownicy, których wiedza w sprawach, o które pytają komisje jest w szczegółach z pewnością dużo szersza niż moja. To samo dotyczy mojego zastępcy.

Podczas pierwszego posiedzenia komisji rewizyjnej padł wniosek o dyskusję nt. lokalizacji tężni. Czy zmiana lokalizacji tego obiektu jest jeszcze możliwa?

- Wywracanie tego wszystkiego nad czym pracowaliśmy 2,5 roku jest bezcelowe. Taka dyskusja z radnymi oczywiście się odbędzie, ale chciałbym, żeby miała charakter z otwarciem się radnych na argumenty, które Urząd Miasta ma zamiar przedstawić. Budowa tężni w tym miejscu nie wzięła się z mojego widzimisię, tylko wielokrotnie dyskutowanych rozwiązań, poddanych szerokim konsultacjom społecznym. Nie wiem czy radni nie są wyposażeni w wiedzę w takim stopniu w jakim powinni być, skoro wnioskują o dyskusję nad lokalizacją? Zmiana lokalizacji oznaczałaby najprawdopodobniej utratę dotacji. Zagrożenie jest bardzo realne i choćbyśmy otrzymali kolejną dotację na nową lokalizację, to cała procedura musiałaby i tak zostać przeprowadzona od nowa. Po co odwlekać w czasie i zmieniać rozwiązanie, które już w przytłaczającej większości pozytywnie funkcjonuje w świadomości społeczeństwa Bochni?

Czy na tężnię jest już pozwolenie na budowę?

- Na razie nie wystąpiono z wnioskiem o pozwolenie na budowę, ale lokalizacja została wcześniej przedstawiona instytucji dofinansowującej, konserwatorowi zabytków, starostwu powiatowemu. Kolejnym krokiem jest uzyskanie pozwolenia na budowę.

Jak będzie wyglądała rewitalizacja Plant Salinarnych? Czy po złożeniu wniosków dotacyjnych na remont dwóch budynków, można spodziewać się, że kolejne miejsca też będą odnawiane etapami?

- To bardzo złożone zagadnienie. Jeżeli mówimy o etapowaniu to raczej w sytuacji, kiedy nie uzyskamy dotacji na rewitalizację całych Plant. W przypadku uzyskaniu dotacji, prace zostaną przyspieszone. Teraz wystąpiliśmy o dotację na remont dwóch obiektów. Informacja o tym, czy ją dostaniemy powinna pojawić się w ciągu 2-3 tygodni. Jednak nie chcąc tracić czasu i mając zabezpieczone środki własne, uruchomiliśmy przetarg na remont obiektów, które będą stanowiły zaplecze logistyczne dla tężni solankowej. Przypomnę, że ma się tam znaleźć kawiarnia, która będzie uzupełnieniem oferty dla osób korzystających z tężni solankowej i Plant, punkt informacji turystycznej i toaleta publiczna. Nawet jeżeli nie uzyskamy środków zewnętrznych na remont tych dwóch obiektów, zostaną one odnowione.

Inną sprawą jest rewitalizacja całości Plant. W przyszłym roku składamy wniosek o uzyskanie dofinansowania i obejmie on kompleksową przebudowę Plant. Jeżeli nie uda się otrzymać dotacji to będziemy musieli etapować cały proces rewitalizacji tego miejsca.

Jednym z największych problemów Bochni jest smog. Ten temat pojawiał się już w kampanii wyborczej, ale moim zdaniem zabrakło konkretów. Jakie działania w tym temacie podejmie Pan w najbliższym czasie? Co chce Pan osiągnąć w całej kadencji?

- Bochnia uczestniczy w programie wymiany starych pieców na bardziej ekologiczne. Do tej pory wymieniono już 130 przyczyn powstawania niskiej emisji. Wypłacono 106 dotacji na kwotę ok. 1 mln 257 tys. zł. Natomiast do końca 2019 roku planowana jest wymiana kolejnych 93 kotłów węglowych. Równolegle prowadzone są działania edukacyjne. Odbyły się warsztaty dla mieszkańców dotyczące oszczędności zasobów naturalnych, obniżania niskiej emisji oraz poprawy efektywności energetycznej. Staramy się dotrzeć z tą wiedzą do dzieci w przedszkolach, szkołach. Poza tym na terenie Bochni zamontowanych jest 20 czujników jakości powietrza. W zasadzie każdy, kto jest zainteresowany może śledzić jakość powietrza w Bochni.

Ponowiony został również wniosek o dofinansowanie zakupu kilku autobusów przez Bocheńskie Zakłady Usług Komunalnych. Sprawa powinna zostać rozstrzygnięta do połowy przyszłego roku, więc ten tabor, który jest jednym ze źródeł niskiej emisji, będzie wymieniony na taki, który spełnia normy Unii Europejskiej. Określamy teraz lokalizację dla parkingów, które będą zlokalizowane przy wjazdach do miasta. Chcielibyśmy te parkingi skomunikować komunikacją miejską z centrum. Osoby, które przyjeżdżają do Bochni, do pracy i w innych sprawach, zostawiałyby swoje pojazdy na zewnątrz i docierały do centrum komunikacją miejską.

Trzeba tu wspomnieć jeszcze o jednej ważnej rzeczy. Przez centrum miasta przebiega droga wojewódzka nr 965. Wyprowadzenie tej drogi ma kluczowe znaczenie ze względów ekologicznych, ponieważ lwia część tych pojazdów nie musiałaby przejeżdżać przez miasto. Budowa drogi, która będzie wyprowadzała ruch z centrum miasta jest bardzo ważnym elementem mającym wpływ na jakość powietrza w mieście. Mamy przygotowaną trasę, która została uzgodniona z gminą Bochnia i jest ona już wpisana w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego zarówno jednej i drugiej gminy. Znaleźliśmy taki korytarz, którym bez szkody dla mieszkańców będzie można tę drogę poprowadzić.

Gdzie będą te satelickie parkingi?

- Lokalizacje są, ale na razie nie podam szczegółów z tzw. „wrażliwych względów”. Częściowo nie są to bowiem tereny należące do miasta. Trwają rozmowy.

Od stycznia darmowa komunikacja miejska w Bochni?

- Na ten moment nie jest to realne.

Dlaczego?

- Obecnie do zrealizowania jest cały szereg inwestycji, które wymagają zabezpieczenia finansowego. Mamy taką sytuację, w której praktycznie poza rewitalizacją centrum, tężni solankowej, dalszym przebiegiem KN-2, uniemożliwia w tym momencie zaangażowanie miasta, czyli ponoszenie obciążeń związanych z darmową komunikacją. Sądzę, że bardziej rozsądne jest myślenie o tym wtedy, kiedy będziemy mieć przygotowane parkingi na zewnątrz miasta.

W czasie kampanii wyborczej z Pana ust padła obietnica dotycząca darmowej komunikacji miejskiej.

- To jest obietnica na 5 lat.

Zrozumiałem, że komunikacja miejska będzie od 1 stycznia 2019 r. Zresztą pewnie większość mieszkańców też tak odczytała Pana zapowiedź.

- Nie padła z mojej strony taka deklaracja, że od stycznia 2019 r. będzie darmowa komunikacja. Jednak roczny budżet jest zawsze zmieniany, uzupełniany i są zadania, których nie udało się w nim zrealizować i są w zamian za to wprowadzane nowe inwestycje. Jeśli tylko zarysują się możliwości finansowe to będziemy wprowadzać jak najszybciej również takie rozwiązanie. Z pewnością jednak, nawet jeżeli będą za nami prace projektowe dotyczące parkingów, to i tak w przyszłym roku będziemy poruszać się komunikacją miejską na zasadach obecnie obowiązujących.

Kiedy w takim razie można spodziewać się darmowej komunikacji miejskiej?

- Najrozsądniej byłoby wtedy, gdy powstaną parkingi satelickie. W ciągu dwóch lat jesteśmy w stanie ten temat załatwić. Dużo też będzie zależeć od rozpatrzenia wniosków złożonych przez BZUK dot. dotacji do zakupu nowego taboru.

Z jakim wydatkiem wiąże się wprowadzenie darmowej komunikacji miejskiej w Bochni?

- Nie dysponuję konkretnymi wyliczeniami. To co policzymy dzisiaj za kilka miesięcy może okazać się nieprawdziwe. Zmieniają się wydatki osobowe, ceny paliw. Niedawno szacowaliśmy koszt takich rozwiązań na około 300 tys. zł, ale to tylko koszty osobowe i utrzymania taboru, z całą pewnością ulegnie to zmianie. Trzeba wziąć też pod uwagę, że koszty tzw. „darmowej” komunikacji miejskiej, to także koszty zakupu oraz utrzymania dodatkowego taboru i zatrudnienia. Można śmiało szacować - z pominięciem zakupu taboru - że na dziś taki koszt wyniósłby co najmniej 500-600 tys. zł rocznie.

Zapowiadane są zwiększenia wydatków na energię elektryczną. Jak Bochnia zamierza sobie z tym radzić? Jak duże obciążenia wygenerują planowane podwyżki?

- Istotnie, docierają do nas sygnały, że energia elektryczna podrożeje. Mamy podpisaną korzystną 3-letnią umowę. Trudno mi powiedzieć jak zachowają się decydenci w zakresie wzrostu cen energii elektrycznej. Do tej pory na razie są tylko przymiarki, że będzie to 30-40%. Brakuje konkretnych danych, dlatego ocena tego jest bardzo trudna. Docierające jednak informacje z innych miast dość drastycznie pokazują, że wzrost będzie bardzo duży. Chcąc ograniczyć zużycie energii, podejmujemy różne działania, np. wprowadzenie oświetlenia ledowego ulic i osiedli.

Jakie najpilniejsze sprawy rozwiąże Pan w ciągu najbliższych 100 dni?

- Z całą pewnością trzeba prowadzić wszelkie działania, żeby znaleźć finansowanie dla dalszego etapu łącznika autostradowego. To jest rzecz o niebagatelnym znaczeniu. Koniecznym działaniem jest podjęcie rozmów z nowym zarządem województwa małopolskiego. Te rozmowy odbędą się w najbliższym czasie i jestem przekonany, że pan marszałek wyrazi zgodę na takie spotkanie. Realizujemy teraz rewitalizację centrum, budowę tężni i KN-2. To dynamiczne zagadnienia, dlatego wymagają podejmowania decyzji na bieżąco. To wszystko są sprawy mające bezwzględny priorytet.

comments powered by Disqus

Najnowsze