Wydarzenia

Protest diagnostów: "Swoich pensji szukamy pod mikroskopem"

Tomasz STODOLNY

Pracownicy medycznych laboratoriów diagnostycznych manifestowali w środę w Warszawie wspierając delegację związkową, która odbywała rozmowy z ministrem zdrowia. Wśród demonstrujących była też reprezentacja diagnostów z bocheńskiego szpitala.

Fot. archiwum prywatne

Ta grupa zawodowa czuje się pominięta w dotychczas przyjmowanych przez państwo rozwiązaniach finansowych. Podwyżki dostały pielęgniarki, "swoje" wywalczyli ratownicy medyczni - a pracownicy medycznych laboratoriów diagnostycznych wciąż zarabiają marnie, mimo, że to właśnie na ich pracy opiera się w dużej mierze służba zdrowia.

- To prawda, że jesteśmy stosunkowo nieliczną grupą zawodową. Ale bez wykonywanych przez nas badań i ich wyników, swojej pracy nie mogliby przecież wykonywać lekarze - zwraca uwagę nasza rozmówczyni z bocheńskiego szpitala, diagnosta z kilkunastoletnim stażem.

Ma wyższe wykształcenie i dyplom akademii medycznej, stale się dokształca. Zarabia ok. 2 tys. zł na rękę. Pracownicy z krótszym stażem zarabiają mniej.

Kadra się kurczy, a pracy przybywa

Na dodatek w zawodzie brakuje rąk do pracy. To błędne koło: starsi pracownicy odchodzą na emerytury, a nowych nie ma, bo przecież lepsze zarobki są gdzie indziej.

- Czasem sobie już tak żartujemy z koleżankami, że my pracujemy bardziej hobbystycznie, a pod mikroskopem szukamy swoich pensji...

A pracy jest mnóstwo. W bocheńskim szpitalu w pracowni analitycznej, serologicznej i mikrobiologicznej pracuje w sumie 26 osób - diagnostów i techników. Wykonują kilkadziesiąt tysięcy badań miesięcznie (!). Liczba wykonywanych testów rośnie - pracownie obsługują nie tylko szpital, ale także punkt pobrań i prywatne przychodnie.

Bunt diagnostów

Od wakacji pracownicy medycznych laboratoriów diagnostycznych w całym kraju prowadzą akcję #jesieńwlaboratorium. Na razie nie strajkują - coraz głośniej jednak zwracają uwagę na problem i upominają się o lepsze traktowanie.

W środę związkowcy spotkali się z ministrem zdrowia, by przedstawić postulaty. Żądają podwyżek 1500 złotych brutto z wyrównaniem od lipca 2018 r., 10-dniowych urlopów szkoleniowych oraz finansowania szkoleń i kursów podnoszących kwalifikacje.

Podczas gdy w gabinetach toczyły się rozmowy, przed ministerstwem zdrowia trwała manifestacja poparcia.

Czy będzie strajk?

Po środowym spotkaniu minister zdrowia Łukasz Szumowski poinformował, że kolejne spotkanie z przedstawicielami związków odbędzie się za miesiąc. Zaznaczył, że kwestia ewentualnych podwyżek nie zostanie przerzucona na samorządy.

- Oczekiwaliśmy, że może usłyszymy jakieś konkretne kwoty i tak dalej. Natomiast wynikiem tego spotkania jest, że pan minister obiecał, że w ciągu dwóch – trzech tygodni spotka się z organami założycielskimi i będzie konkretnie rozmawiał o naszej grupie zawodowej, która nie dostała żadnych podwyżek. Myślę, że jest otwarta jakaś droga i też musimy dać czas (...). Jeżeli w krótkim czasie uda się coś osiągnąć, to może poczekamy. Takie jest moje zdanie dzisiaj, ale co powie mój zarząd, moi pracownicy, którzy są bardzo zniecierpliwieni? Mam nadzieję, że uda nam się poczekać i coś z tego wyniknie - skomentowała efekty spotkania Ewa Ochrymczuk, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Diagnostyki Medycznej i Fizjoterapii [cytat za pulsmedycyny.pl].

Na razie diagności nie zaostrzają swojej akcji, ale jeśli nie uda im się wywalczyć podwyżek, nie wykluczają protestu generalnego.

comments powered by Disqus

Najnowsze