Wydarzenia

Jerzy Lysy - drugi wygrany wyborów w Bochni?

Tomasz STODOLNY

Cztery lata temu ubiegający się o kolejną kadencję wieloletni wójt gminy Bochnia przegrał wybory i po bolesnej porażce niemal całkowicie zniknął z życia publicznego. Dość niespodziewanie Jerzy Lysy postanowił wziąć udział w tegorocznych wyborach na burmistrza Bochni i chyba równie zaskakująco okazał się pierwszoplanową postacią wydarzeń kampanii.

Fot. Zygmunt KACZMAREK

Informację o starcie w wyborach Jerzy Lysy potwierdził zaledwie tydzień przed upływem terminu rejestracji kandydatów. Potem było kolejne zaskoczenie - bardzo nietypowa prezentacja programu wyborczego okraszona grą kandydata na fortepianie. Przed I turą "na mieście" dawało się wyczuć, że notowania Jerzego Lysego rosną, świetnie wypadł na organizowanej przez Bochnianin.pl przedwyborczej debacie (jego "Jak panu leci na studiach?" będzie pamiętane przez lata), ale wynik przerósł chyba nawet jego własne oczekiwania: prawie 2,5 tys. głosów, co stanowiło 19 proc. poparcia.

To nie dawało awansu do drugiej tury, ale w sytuacji, w której różnica między rywalizującymi dalej Krzysztofem Kokoszką, a Stefanem Kolawińskim wynosiła niespełna 900 głosów, stało się jasne, że o końcowym wyniku zadecyduje elektorat Jerzego Lysego. Jednocześnie były wójt w wyborach do rady miasta uzyskał mandat radnego.

* * *

Przed II turą zaapelował pan do wyborców, aby poparli Stefana Kolawińskiego. Mówił pan wprost: "To nie czas na eksperymenty". Rozumiem zatem, że wynik wyborów pana satysfakcjonuje?

Jerzy LYSY: Tak, chociaż nie mam powodów do zachwytów, bo ja nie wszedłem do finału. Chciałem wygrać wybory, gdyż miałem swoje pomysły jak rozwiązać najważniejsze problemy mieszkańców Bochni. Poza tym - co chyba ostatecznie zadecydowało o moim starcie w wyborach - nie zgadzałem się z wieloma działaniami moich kontrkandydatów ani ze stylem tych działań.

Pisałem o tym w apelu o poparcie dla Stefana Kolawińskiego przed II turą wyborów. I wyjaśniłem motywy, dla których jednak wystąpiłem do mieszkańców Bochni z prośbą aby poparli właśnie tego kandydata. Prosiłem aby nie zmieniać burmistrza, który ma swoje wady ale jest przewidywalny i nie jest sterowany przez aparatczyków żadnej partii. Poza tym rozpoczął on szereg działań inwestycyjnych, na które miasto otrzymało unijne dotacje i teraz eksperymenty kadrowe na najwyższych stołkach mogłyby skończyć się fatalnie dla miasta.

Natomiast muszę podkreślić, że wyborcy zareagowali fantastycznie, gdyż większość z mojego 2,5 tysięcznego elektoratu wzięło udział w II turze i zagłosowało na pana Kolawińskiego. Dzięki temu zniwelowali różnicę z I tury (ok. 900 głosów) dzielącą go od pana Kokoszki, zneutralizowali kolejne 912 głosów od wyborców pana Gondka (o ile wszyscy jego zwolennicy poszli ponownie do wyborów) oraz wypracowali 135 głosów "nadwyżki" nad panem Kokoszką. A więc łącznie panu Kolawińskiemu pomogło ok. 2 tysiące moich wyborczych przyjaciół. Bardzo im za to dziękuję.

Będzie mógł pan przyglądać się pracy burmistrza i rady miasta z bardzo bliska, bo został pan jednym z 21 radnych. Udzielając poparcia Stefanowi Kolawińskiemu zasugerował pan jednocześnie konieczność dokonania przez niego pewnych korekt. Jak zamierza pan przekonywać do ich podjęcia? Jaką rolę widzi pan dla siebie?

Nie poparłem pana Kolawińskiego w sposób bezkrytyczny. Wręcz przeciwnie, w imieniu tej 2,5 tysięcznej grupy mieszkańców oczekuję aby dokonał zmian, które uważamy za rozsądne a przy okazji poprawią one społeczny odbiór obecnej władzy. Byłby to także znaczący gest w kierunku sporej rzeszy bochnian, którzy chcieli aby burmistrzem został pan Kokoszka; nie można też pomijać postulatów elektoratu pana Gondka. Dobrym prognostykiem jest poniedziałkowa deklaracja Stefana Kolawińskiego.

Przypomnę, że chodzi nam głównie o rzeczy, które nie wymagają wielkich nakładów finansowych lecz zależą od determinacji lokalnej władzy: wprowadzenie bezpłatnej komunikacji miejskiej, rozpoczęcie budowy parkingów przy dworcu PKP i w centrum (np w systemie PPP w którym miasto nie ponosi kosztów), likwidację barier architektonicznych dla osób niepełnosprawnych w budynkach wszystkich miejskich instytucji, zmianę lokalizacji tężni aby nie ograniczać ilości boisk przy szkole na Plantach, przekazanie Średniej Szkole Muzycznej budynku po Studium Medycznym, korektę płatnych stref parkowania, wprowadzenie programu opieki dla seniorów oraz ulg i programów pomocowych dla młodzieży.

Do budżetu miasta należy jako pilne wpisać budowę nowej szkoły, przedszkola i żłobka, wznowienie budownictwa komunalnego, skuteczną walkę o czyste powietrze poprzez program dotacji do modernizacji ogrzewania. Tu z kolei potrzebna jest operatywność w poszukiwaniu pieniędzy, ale przecież są to zadania zbieżne z priorytetami rządowymi - trzeba tylko dobrze przygotować inwestycje i złożyć wnioski dotacyjne.

Plotkowano, że za udzielone poparcie po wyborach może pan liczyć na stanowisko wiceburmistrza...

Nigdy nie stawiałem nikomu takiego warunku. Byłby on nawet niezgodny z moją naturą.

To może funkcja przewodniczącego rady miasta...?

A to już pytanie to państwa radnych. Z wieloma z nich współpracowałem w różnych okolicznościach więc znają moje wady i zalety.

Obok Stefana Kolawińskiego, który został ponownie wybrany na burmistrza, jako drugiego wielkiego wygranego tych wyborów wymienia się Jerzego Lysego. Zgodzi się pan, że po 4 latach absencji w życiu samorządowym zameldował pan swój powrót na scenę lokalnej polityki "z przytupem"?

Fajnie pan to określił, ale chyba coś w tym jest. Zaczęło się nawet "z przygrywką" bo poprzez muzyczne ilustracje do mojego programu wyborczego [można go sobie przypomnieć klikając na Youtube: wersja pełna | wersja syntetyczna] chciałem utrwalić w umysłach i sercach mieszkańców Bochni przekonanie, że w naszym pięknym mieście nie powinno być rzeczy niemożliwych do załatwienia.

Od wielu lat jestem mocno zaangażowany w wiele bocheńskich spraw i krew mnie zalewa jak rzeczy proste i oczywiste posuwają się ślamazarnie. Z drugiej strony, doceniam dorobek i dobrą wolę kolejnych ekip, chociaż nie zawsze starczało im determinacji, wiedzy lub doświadczenia. Albo nawet zwykłego kontaktu z ludźmi, których życiowe problemy władza mogłaby łatwo i szybko załatwić. Jestem z pokolenia 60+ więc szczególnie zależy mi, aby najważniejsze bocheńskie tematy zostały rozwiązane jeszcze w tej kadencji samorządowej.

Chciałem bardzo podziękować wszystkim mieszkańcom Bochni za wiele dowodów sympatii - uśmiech na ulicy, ciepłe słowo w sklepie, wiele sympatycznych telefonów, które otrzymałem przy okazji tych wyborów. I oczywiście za imponujące poparcie które uzyskałem startując w ostatnim momencie, przy skromnej kampanii wyborczej. Po 25 latach mojego wójtowania w gminie Bochnia, gdzie wg wielu opinii, pozostawiłem znaczący, trwały ślad oraz... sporo serca i wielu przyjaciół, teraz wracam do samorządu miejskiego, w którym kiedyś zaczynałem.

comments powered by Disqus

Najnowsze