Wydarzenia

Sortownia odpadów na Smykowie: Burzliwe zebranie, emocje i tłumaczenia

Tomasz STODOLNY

Mieszkańcy bocheńskiego os. Smyków kategorycznie sprzeciwiają się budowie na północnych peryferiach miasta sortowni odpadów. Mają też ogromne pretensje do burmistrza Stefana Kolawińskiego, które emocjonalnie wyrazili na niedzielnym zebraniu. Słowa "kłamstwo" i "oszustwo" padały wielokrotnie, a zapewnienia włodarza miasta o prawdomówności kwitowane były śmiechem... Społeczny opór jest duży - co dalej?

Współwłaściciel firmy EKOMBUD Mariusz Skowronek i burmistrz Bochni Stefan Kolawiński podczas zebrania osiedlowego na Smykowie.

Przypomnijmy: przy ul. Krzyżanowickiej na os. Smyków miał powstać tylko zakład produkujący stalowe kontenery na śmieci, o czym zapewniali osobiście na spotkaniu z mieszkańcami dwa lata temu przedstawiciel inwestora oraz burmistrz Stefan Kolawiński. Niedzielne zebranie zostało zwołane w trybie pilnym, po tym jak mieszkańcy odkryli, że jednak ma tam działać sortownia odpadów. Sprawę opisaliśmy w artykule "Smyków: Burmistrz oszukał mieszkańców? W niedzielę pilne zebranie".

Żywa dyskusja, która kilka dni temu toczyła się w osiedlowej świetlicy, najogólniej ujmując dotyczyła trzech spraw/zarzutów:

- niedotrzymania przez burmistrza i przedsiębiorców deklaracji sprzed dwóch lat
- niepoinformowania mieszkańców o zmianach planów
- kontrowersji wokół samej inwestycji, czyli sortowni odpadów

Niedotrzymane obietnice

W spotkaniu uczestniczył zarówno burmistrz Stefan Kolawiński jak i właściciele firmy EKOMBUD. Było oczywiste, że będą musieli zacząć od tłumaczenia się przed mieszkańcami.

- Na wstępie chciałem Państwa przeprosić, za to że nie dotrzymaliśmy deklaracji z poprzedniego spotkania. Pragnę jednak zaznaczyć, że nie było to celowe działanie mające na celu wprowadzenie państwa w błąd... - mówił Mariusz Skowronek, współwłaściciel spółki. Jego wystąpienie przerywały okrzyki i śmiechy. Przedsiębiorca jednak skwitował: - Gdybyśmy chcieli wtedy celowo wprowadzić państwa w błąd, pewnie byśmy się dzisiaj tutaj nie pojawili. To nie było łatwe, ale postanowiliśmy ze wspólnikiem przyjść i nie chować głowy w piasek.

Z ustaleń Bochnianin.pl wynika, że rzeczywiście jest prawdopodobne, że zapewnienia składane w styczniu 2016 roku odpowiadały stanowi faktycznemu na tamtą chwilę. Sytuacja zmieniła się gdy spółka niespodziewanie dostała wypowiedzenie umowy dzierżawy działki przy ul. Partyzantów, gdzie prowadzi działalność (bo właściciel terenu rozbudowuje swój zakład) i okazało się, że trzeba szukać nowej lokalizacji dla podstawowej działalności - nie udało się w Powiatowej Strefie Gospodarczej, przy ul. Partyzantów, a jedyne tereny jakimi dysponuje firma to te na Smykowie.

Przed mieszkańcami tłumaczył się także burmistrz. - Wbrew tytułowi, który pojawił się na "Bochnianinie", ani państwa nie okłamałem, ani nie oszukałem... - zaczął, ale przerwały mu wzburzone okrzyki zebranych.

Najlepiej atmosferę na sali oddaje poniższe krótkie nagranie:

- Moją jedyną, jeśli można mówić, winą jest to, że nie dopilnowałem zagadnienia, które rozpoczęło się na początku lipca. 5 lipca wpłynął wniosek [o wydanie decyzji środowiskowej - przyp. red.], zgodnie z procedurą przekazałem ten wniosek do wydziału, który tą sprawą miał się zajmować (...) Może to kogoś śmieszyć albo rozbawić, natomiast takich postępowań w urzędzie toczy się dziesiątki, może nawet setki, to wszystko dzieje się w jednym czasie. Chcę przekazać taką informację: winą moją jest to, że nie miałem nadzoru cały czas nad tym postepowaniem, chociaż i tak w obliczu pozytywnych opinii RDOŚ-u i Sanepidu UM nie miałby innego wyjścia i musiałby wydać decyzję środowiskową - przekonywał burmistrz.

- No dobrze, śmiejcie się państwo... Cenię to co mówię i wiem co mówię i dlatego w ten sposób państwo mnie po prostu krzywdzicie mówiąc o tym, że skłamałem. Za dużo jest spraw, żeby śledzić na bieżąco, po prostu standardowo poszła cała sprawa do wydziału i w wydziale gospodarki komunalnej i środowiska była procedowana. Nie interesowałem się nią w tym sensie, że się sam nią nie zajmowałem. I powiedziałem państwu, że to był mój błąd i tyle, nie mam innego wytłumaczenia w tym momencie.

Stefan Kolawiński podkreślał jednak mocno: - Decyzja środowiskowa nie oznacza zezwolenia na wykonywanie działalności.

Przy okazji burmistrz potwierdził na spotkaniu, że o wydaniu decyzji środowiskowej przez UM, którym kieruje, dowiedział się 23 stycznia od... mieszkańców. Obwieszczenie o jej wydaniu opublikowano tydzień wcześniej - podpisał się pod nim zastępca burmistrza Lucjan Robert Cerazy.

Mieszkańców nikt nie poinformował

To drugi zarzut w stronę burmistrza i podległych mu urzędników. Mieszkańcy nie mogą zrozumieć dlaczego o tak ważnej z ich punktu widzenia inwestycji, na dodatek w obliczu dyskusji na wcześniejszych zebraniach i składanych deklaracji burmistrza, cała procedura była "ukrywana", a o sprawie dowiedzieli się przypadkowo z wpisu internauty na portalu Bochnianin.pl.

Urzędnicy tłumaczyli, że informacje o wszczęciu procedury "tak jak zawsze" zamieszczono na tablicy ogłoszeń w Urzędzie Miasta, w Biuletynie Informacji Publicznej w internecie (BIP) oraz na działce inwestora.

Mieszkańcy ripostowali, że waga inwestycji wymagała zdecydowanie szerszego poinformowania społeczeństwa - choćby na tablicy ogłoszeń na os. Smyków. - Japończyki jak łopatę wbijali, to przez dwa tygodnie było na wszystkich portalach! - rzucił ktoś z sali, argumentując, że "da się inaczej".

Co więcej zwrócono też uwagę, że w tych obwieszczeniach, które się pojawiły, "informowano tak, żeby nie poinformować", bo widniejąca tam nazwa przedsięwzięcia brzmi: "Przebudowa hal magazynowych z rozbudową o budynek socjalny wraz z montażem urządzeń". - Ani słowa o sortowni odpadów. Społeczeństwo powinno być poinformowane o dokładnym przedmiocie inwestycji. Ta informacja jest zdecydowanie za mała - wskazywano.

Ktoś także podsumował: - Skąd my mogliśmy wiedzieć, jak burmistrz nie wiedział...

Kryzys zaufania

W efekcie mieszkańcy Smykowa całkowicie stracili zaufanie do władz miasta i burmistrza Bochni. Sam Stefan Kolawiński podczas spotkania nie polepszał tej sytuacji, gdy będąc nieprecyzyjnym, narażał się na kolejne zarzuty manipulacji. Uspokajając, że "decyzja środowiskowa nie oznacza zezwolenia na wykonywanie działalności", dodawał, że mieszkańcy mogą ją przecież zaskarżyć. Tyle tylko, że żaden z mieszkańców nie jest stroną w tym postępowaniu administracyjnym ("i na pewno pan o tym wie"), co oznacza, że nie ma prawa składać odwołań. Może to zrobić - nie będąc stroną - organizacja ekologiczna. Swoją drogą mieszkańcy już znaleźli taką, która w ich imieniu złożyła stosowne pismo (podmiot z Wadowic) i sprawa trafi do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.

Mieszkańcy nie ufają też inwestorom, bo "jaką mamy gwarancję, że za pół roku znów coś się nie zmieni?". Przedsiębiorcy zapraszają do siebie, proponują zaprezentowanie tego jak będzie wyglądał nowy zakład i przekonują, że nie będzie uciążliwy dla okolicy (tak też wynika z raportu środowiskowego pozytywnie zaopiniowanego przez Sanepid i RDOŚ). Ale w obecnej sytuacji mieszkańcy w ogóle nie chcą o tym słyszeć i o żadnym dialogu nie ma mowy. Zapowiadają, że zrobią wszystko, aby do inwestycji nie dopuścić.

SORTOWNIA

Obiekt ma powstać w pobliżu oczyszczalni ścieków przy ul. Krzyżanowickiej, w odległości 200-300 metrów od zabudowań mieszkalnych. Jak podkreślają właściciele, ma być sortownią jedynie odpadów wtórnych (plastiki, papier). W to miejsce mają być też zwożone odpady komunalne (śmieci zmieszane) - będą tu przeładowywane do szczelnych i zamykanych kontenerów stalowych (szefowie spółki zaznaczają, że będzie się to działo w zamkniętej hali) i w większych kontenerach wywożone do Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych – RIPOK. Upraszczając, można kolokwialnie powiedzieć, że w tych śmieciach śmierdzących grzebać się będzie nie w Bochni, ale zupełnie gdzie indziej.

W rozmowie z Bochnianin.pl Mariusz Skowronek z EKOMBUD-u dodaje, że linia do rozdzielenia i przygotowania do recyklingu surowców wtórnych ma być jedną z najnowocześniejszych w Polsce. - Na tę linię będą trafiały tylko żółte i niebieskie worki przywiezione od mieszkańców - zaznacza. „Sercem” tej innowacyjnej linii ma być takie urządzenie:

Jak wynika z szacunków zapisanych w raporcie oddziaływania na środowisko, do obiektu przy ul. Krzyżanowickiej ma trafiać około 50 tys. ton odpadów rocznie. W dokumencie wskazano pojemności kontenerów, jakimi będą one przywożone i wywożone - na tej podstawie mieszkańcy obliczyli sobie, że przy tej ilości odpadów ruch samochodowy wyniesie 42 pojazdy na dobę.

Oprócz dwóch hal - jedna do sortowania odpadów wtórnych i druga przeładunku śmieci zmieszanych - firma chce także zbudować hale, w których produkowane bedą stalowe kontenery. Spółka zatrudnia obecnie 70 osób.

Stan na dziś

Obecnie firma dysponuje pozwoleniem na budowę przy ul. Krzyżanowickiej jedynie magazynów do składowania selektywnych surowców wtórnych (papier, plastki, szkło). Decyzja środowiskowa otwiera furtkę do uzyskania zamiennego pozwolenia na budowę i "poszerzenia" działalności - czyli zainstalowania linii segregującej odpady. Będzie to jednak wymagało także uzyskania nowej WZ-tki od urzędu miasta.

comments powered by Disqus

Najnowsze