Wydarzenia

10-letnia Martynka potrzebuje pomocy. Rodzice zbierają pieniądze na lek

Tomasz STODOLNY

Kolejna historia z portalu siePomaga, która chwyta za serce - i kolejna okazja, by pomóc dziecku, które tego potrzebuje. Rodzice 10-letniej Martynki spod Bochni zbierają pieniądze na lek, który gwarantuje jej normalne funkcjonowanie. Miesięczna terapia to koszt 9 tys. złotych. Bez tabletek dziewczynce grozi śmierć.

Państwo Węglarzowie pochodzą z okolic Łapanowa (obecnie wraz z córką mieszkają w Krakowie). W organizowaniu rozmaitych akcji charytatywnych i zbiórek pieniędzy na leki dla Martynki mogą liczyć na rodzinę, ale również znajomych - także z Bochni. W ubiegłą niedzielę bocheński Szkolny Młodzieżowy Caritas przeprowadził "pierniczkową kwestę" przy kościele Św. Jana (na zdjęciach poniżej).

Ich córka cierpi na tzw. "małopłytkowość przewlekłą" objawiającą się niebezpiecznie obniżoną liczbą płytek krwi (krwinek produkowanych w szpiku kostnym, które odgrywają istotną rolę w procesie krzepnięcia krwi). U zdrowego człowieka jest ona na poziomie 150-300 tys. / mm3 - u dziewczynki to zaledwie 40 tysięcy. W efekcie proces krzepnięcia krwi nie zachodzi prawidłowo - zwiększa się ryzyko krwotoków i krwawień (najgroźniejsze są te do ośrodkowego układu nerwowego, gdyż mogą zakończyć się śmiercią).

- Zaczęło się od siniaków - było ich coraz więcej, wkrótce pokrywały całe nogi mojej małej córeczki. Przeraziłam się, myślałam, że ktoś ją uderzył, że w przedszkolu dzieje się coś złego - relacjonuje pani Monika. - Ale przecież Martynka się nie zmieniła, nie bała się, cały czas była tak samo radosna! Wszyscy uspokajali, że to normalne, że dzieci często wracają z siniakami do domu. Chciałam w to wierzyć, bo przecież nikt nie dopuszcza do siebie myśli, że siniaki są objawami śmiertelnej choroby…

- Choroba przejęła władzę nad naszym światem. Zabrała spokojny sen, beztroskę dzieciństwa, zamieniła ciepły, bezpieczny dom na szpital. Martynka zamieszkała na najstraszniejszym z oddziałów: tam, gdzie większość dzieci zmaga się z nowotworem, gdzie przyjaciółka z łóżka obok, która była powiernicą wszystkich sekretów, nagle umiera… Martynka była świadkiem tak strasznych rzeczy, których nie powinien oglądać żaden dorosły, a co dopiero małe dziecko…

Od roku Martynka jest leczona ekperymentalnym lekiem z USA. Dzięki niemu wróciła do w miarę normalnego życia. Ale ta terapia kosztuje ponad 9 tys. zł miesięcznie.

- Każdego dnia walczymy, by zebrać pieniądze na kolejne opakowanie. Sprzedajemy kalendarze, ogranizujemy różne zbiórki, właściwie cały dzień wisimy na telefonie, żeby znaleźć pomoc. Już teraz żyjemy na debecie i panicznie boimy się, że nie będziemy w stanie zapewnić leczenia naszej córeczce...

- Nie wiemy, jak długo Martynka będzie musiała brać lek, żaden lekarz nie jest w stanie tego stwierdzić. Wiemy na pewno, że tylko on działa - ratuje życie Martynki, a my, jej rodzice, nie możemy jej zawieść. Dlatego robimy co w naszej mocy, by móc kupić kolejne opakowanie, żeby nasza córka miała normalne dzieciństwo. Bardzo prosimy, pomóżcie nam w tym. Pomóżcie ocalić Martynkę...

Całą historię 10-latki przeczytacie na portalu SiePomaga.pl TUTAJ. Tam także można dokonać wpłaty datków drogą elektroniczną lub poprzez SMS.

Kwotę zbiórki ustalono na ok. 117 tys. złotych - można za to kupić ilość leku, która wystarczy na 1 rok.

Najnowsze