Wydarzenia

Zabójstwo przy ul. Solna Góra. Policja dementuje plotki i podaje szczegółową relację ze zgłoszenia

Mirosław CISAK

- „Proszę pana tu na Solną Górę mógłby podjechać radiowóz, bo jakieś gówniarze się nożem dziabli!” - tak według relacji podinsp. Roberta Dudka, zastępcy komendanta KPP w Bochni, brzmiało zgłoszenie o zabójstwie, do którego doszło w sierpniu w Bochni.

Podczas poprzedniej sesji radny Stanisław Bukowiec zapytał o plotkę sugerującą, że policja nie zareagowała na zgłoszenie o bójce w miejscu zabójstwa. Dlatego podczas kolejnej sesji zastępca komendanta Komendy Powiatowej Policji w Bochni przedstawił szczegółową relację ze zgłoszenia w tej sprawie.

- Chciałbym to w kategoryczny sposób zdementować. Jest to totalna bzdura. Jak państwo wiecie telefony odbierane przez dyżurnego podłączone są do rejestratora, który nagrywa zarówno treść rozmów, jak i dokładną godzinę zgłoszenia - powiedział Robert Dudek.

- Żeby nie być gołosłownym przytoczę w dosłowny sposób zgłoszenie, będzie to obrazem jak działamy. Zdarzenie miało miejsce 24 sierpnia w godzinach wieczornych. O godz. 21:51 dyżurny KPP odbiera zgłoszenie telefoniczne o treści, cytuję dosłownie: „Proszę pana tu na Solną Górę mógłby podjechać radiowóz, bo jakieś gówniarze się nożem dziabli!”. Dyżurny dopytuje, o które miejsce dokładnie chodzi, aby wywołać radiowóz, który patroluje miasto i skierować go w to miejsce. Dalej zgłaszający kontynuje: „Tu jest jakiś Opel Astra, jakby pan sekundę zaczekał to bym panu podał numery rejestracyjne. Szybko karetkę, wie pan co, niech pan przyśle, bo tutaj gość leży!” - relacjonował Robert Dudek.

- W tym czasie dyżurny wywołuje przez radiostację radiowóz i kieruje go we wskazane przez zgłaszającego miejsce. Zgłaszający dalej kontynuuje: „Niech tu szybko podjedzie karetka”. Dyżurny: „No dobrze, im dłużej rozmawiamy tym opóźniamy przyjęcie zgłoszenia”. Przypominam, że dyżurny musi to zgłoszenie odebrać, zapisać w komputerze, wpisać godzinę, dane zgłaszającego. Dyżurny wywołuje radiowóz, który krąży po mieście i kieruje go na ul. Solna Góra. Po dosłownie 2 minutach dyżurny odbiera zgłoszenie telefoniczne o takiej treści: „A wie pan co, dzwonię jeszcze w takiej sprawie, bo wzięli tego chłopaka i pojechali tym Oplem Astrą do szpitala. Oni tam też dzwonili, gdzieś na pogotowie chyba wzywali tam pomocy” - kontynuował zastępca komendanta.

Zaznaczył, że odstęp czasowy od obu zgłoszeń to dosłownie dwie minuty. - Żadnych informacji poprzedzających nie mieliśmy. Było tylko zgłoszenie gdzie nastąpił skutek. Pierwsze zgłoszenie jest takie, że: „jakieś gówniarze się nożem dziabli”. Więc niestety to już jest po fakcie. Plotki, że policja wiedziała wcześniej o jakiejś bójce i nic nie zrobiła są wyssane z palca - podkreślił Robert Dudek.

Następnie poinformował o kolejnym zgłoszeniu z godziny 21:57 ze szpitala - dyżurny z SOR-u poprosił o patrol, bo „jakieś osoby przywiozły ugodzonego nożem i obsługa ma nawet problem, żeby wyciągnąć go z samochodu”. - Po kilku sekundach radiowóz, który został skierowany na ul. Solna Góra melduje, że jest na miejscu i nie ma tam żadnych osób. Tak wyglądały nasze działania. Radiowóz był w ciągu sześciu minut na miejscu zdarzenia, gdy już sprawcy zbiegli, a pokrzywdzony został zabrany przez swoich kolegów do szpitala - mówił Robert Dudek.

- Plotki jakoby policja nie zareagowała w odpowiedni sposób pozostawiam państwu do oceny. Natomiast jest to trochę krzywdzące dla policjantów, którzy tej nocy i w dniach następnych pracowali po kilkanaście godzin na dobę, żeby zebrać materiał dowodowy i zatrzymać sprawców, bo było ich tam dwóch, z których jeden został tymczasowo aresztowany - zakończył Robert Dudek.

Czytaj również:
Tragiczny finał awantury w Bochni. Nie żyje mężczyzna ugodzony nożem

comments powered by Disqus

Najnowsze