Burmistrz powiedział: "Nie chce mi się gadać" i wyszedł z posiedzenia komisji

Tekst: Mirosław CISAK

We wtorek radni komisji rewizyjnej zajmowali się m.in. wypowiedzią burmistrza Bochni Stefana Kolawińskiego z konferencji prasowej w 2011 r. W pewnym momencie burmistrz stwierdził: „Nie chce mi się gadać” i opuścił salę obrad.

"Kronika Bocheńska" i Gracje

Dwa miesiące temu radny Bogdan Kosturkiewicz przypomniał w interpelacji konferencję prasową z 29 marca 2011 roku. Burmistrz Stefan Kolawiński powiedział wtedy: - Pan Kosturkiewicz jako radny ma ten dostęp do tych dokumentów w jakiś sposób jeszcze ułatwiony. Natomiast chcę jednak powiedzieć, że sam bezprawnie przetrzymuje dokumenty urzędowe, wśród nich protokół kontroli wewnętrznej w sprawie realizacji zadań związanych z zarządzaniem nieruchomościami gminy. Dotyczy kadencji pana Kosturkiewicza.

W odpowiedzi na interpelację burmistrz Stefan Kolawiński napisał m.in. „Nigdy nie twierdziłem, a tym bardziej „ostatnio”, „konsekwentnie” czy też ze „znaczącą częstotliwością” podczas posiedzeń Rady Miasta i jej komisji, że „wyniesione z UM dokumenty urzędowe”, tworzą przeszkodę w realizacji zadań inwestycyjnych” (całą odpowiedź można przeczytać TUTAJ).

W urzędzie jest kopia

W lutym radni komisji rewizyjnej kontynuowali temat. Okazało się, że kopia protokołu, o którym w 2011 roku mówił burmistrz Stefan Kolawiński, znajduje się w Urzędzie Miasta Bochnia. Urzędniczka bocheńskiego magistratu, która referowała temat, przyznała jednak, że w urzędzie nie ma oryginału. Poinformowała, że pewną wersję dokumentu (mogła to być np. wersja robocza) otrzymał tuż przed końcem kadencji w 2010 r. Bogdan Kosturkiewicz, ale dokumentu nie podpisał i nie zwrócił.

Po wyjaśnieniu tej sprawy radni chcieli jeszcze wiedzieć o jakie inne dokumenty chodziło burmistrzowi Kolawińskiemu (w 2011 r. stwierdził bowiem: „(Bogdan Kosturkiewicz) bezprawnie przetrzymuje dokumenty urzędowe, wśród nich...”).

Przewodniczący odtworzył nagranie

Teraz, we wtorek 22 marca, radni komisji rewizyjnej jeszcze raz (i chyba po raz ostatni) zajęli się tym tematem. Do sali obrad został poproszony burmistrz Stefan Kolawiński. Gdy przyszedł, przewodniczący komisji rewizyjnej Bogdan Kosturkiewicz odtworzył na swoim telefonie komórkowym dźwięk zawierający zapis fragmentu konferencji prasowej z 29 marca 2011 r.

- Sprawa jest bardzo poważna. Jeżeli mówimy o dokumentach objętych klauzulą tajności, a był to dokument do obiegu służbowego, to jeśli posiada pan wiedzę, że coś zostało przywłaszczone i wskazuje pan na sprawcę, to powinien pan zawiadomić prokuraturę. Namawiam pana do tego - powiedział radny Bogdan Kosturkiewicz i dopytywał o jakie inne dokumenty chodziło.

- Sprawa dotyczy okresu sprzed pięciu lat. Nie wiem jak to przebiegało. Pan się zapytał czy nagranie jest autentyczne. Nie mam powodów kwestionować autentyczności, ale również nie potwierdzam autentyczności, bo nie mam podstaw do tego. (...) Nie widzę sensu odgrzewania potraw sprzed wielu lat. Pan mnie zachęca, żeby (zgłosić - przyp. red.) do prokuratury, ale nie stosuję takich metod - skomentował burmistrz Stefan Kolawiński.

Sprawa dla prokuratury?

Radny Bogdan Kosturkiewicz kontynuował dyskusję. Zwrócił uwagę, że w przypadku zaginięcia dokumentów obowiązkiem burmistrza jest zgłoszenie sprawy do prokuratury: - Jeżeli oczywiście posiada pan taką wiedzę, a tak wynika z wypowiedzi, którą sobie odsłuchaliśmy. Pan nawet wskazuje na konkretnego sprawcę.

- Czy ma pan jakąś wiedzę na ten temat, czy są inne dokumenty, które zniknęły, zginęły w urzędzie miasta? - zapytał radny Marek Bryg.

- Nie wiem - odpowiedział krótko burmistrz Stefan Kolawiński. Przyznał również, że przewodniczący Bogdan Kosturkiewicz zachęcił go do zgłoszenia sprawy prokuraturze, ale... nie zamierza tego zrobić.

- Czym się pan kierował, że pan stwierdził, że te dokumenty znajdują się u mnie? Skądś musiał pan to wiedzieć, pozyskać taką informację... - nie dawał za wygraną Bogdan Kosturkiewicz.

- Pan ma taką przypadłość bycia prokuratorem i sędzią w jednej osobie. Bardzo pana proszę, żeby pan nad tą przypadłością się zastanowił. W wielu wypadkach feruje pan wyroki zanim w ogóle sprawa będzie rozeznana i wypowiada się pan w sposób zdecydowany publicznie na temat różnych spraw, które w mieście się toczą. W wielu wypadkach nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością - powiedział Stefan Kolawiński.

„Nie chce mi się gadać”

- To nie ja się wypowiadałem, tylko pan. Odwraca pan teraz kota do góry... Pan zarzucił, że dokumenty zostały wyniesione z urzędu. Proszę zrozumieć zainteresowanie komisji rewizyjnej tą sprawą. Ba! Do chwili obecnej nie wycofał się pan ze swoich zarzutów. Czasem wystarczy się wycofać i powiedzieć: przepraszam. A pan tego nie zrobił. Czyli rozumiem, że jest pan w dalszym ciągu przekonany, że dokumenty zginęły z urzędu, zostały wyniesione i wskazał pan na sprawcę - stwierdził Bogdan Kosturkiewicz.

- Od urzędników stanowiska kontroli dowiedziałem się, że protokół, o którym rozmawialiśmy, został przez pana zatrzymany i tylko tyle - wyjaśnił Stefan Kolawiński.

- Co to znaczy „zatrzymany”? Mógłby pan wyjaśnić to pojęcie? - pytał Bogdan Kosturkiewicz.

- Nie chce mi się gadać - powiedział burmistrz Stefan Kolawiński i wyszedł z sali obrad.

Już po jego wyjściu radni przez chwilę rozmawiali o sprawie i doszli do wniosku, że temat nie będzie już kontynuowany.

Czytaj również:
Interpelacja radnego Bogdana Kosturkiewicza
Odpowiedź burmistrza Stefana Kolawińskiego

 

comments powered by Disqus