Radni uchwalili plan dla terenu przy ulicy Brzeskiej. Duże zamieszanie na sesji

Tekst: Mirosław CISAK

Sporo problemów mieli radni z uchwaleniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego terenu przy ulicy Brzeskiej w Bochni. Podczas czwartkowej sesji najpierw wadliwie uchwalili dokument, narażając się na unieważnienie uchwały. Po reasumpcji głosowania uchwalenie przebiegło już zgodnie z prawem. Radny Bogdan Kosturkiewicz i tak twierdzi, że plan „Brzeska” zostanie skutecznie zaskarżony w sądzie administracyjnym.

Fragment miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla terenu przy ulicy Brzeskiej w Bochni.

"Kronika Bocheńska" i Gracje

Uchwałę wprowadzającą miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego terenu przy ulicy Brzeskiej w Bochni zapisano już w programie styczniowej sesji rady miasta. Wtedy jednak większość radnych miało pewne wątpliwości. Dlatego projekt uchwały wycofano z porządku obrad (więcej TUTAJ).

Trzy lata pracy nad planem

Plan dla terenu przy ulicy Brzeskiej dotyczy obszaru ograniczonego następującym obrysem:

  • od północy po południowej granicy działki nr 1519/2 (tj. po granicy zamkniętych terenów kolejowych wyznaczonych w obowiązującym studium),
  • od wschodu po granicy administracyjnej miasta do drogi krajowej 94,
  • od południa po południowej granicy działki nr 4895/1, do styku z działką nr 4987/1 i dalej jej południową granicą do ul. Podedworze i ulicą Podedworze do ul. Brzeskiej, dalej w kierunku zachodnim, południową granicą działki nr 4895/4 i 4895/3 do granicy planu „Śródmieście”,
  • od zachodu po granicy planu „Śródmieście”.

Rysunek planu z trzeciego wyłożenia do publicznego wglądu można zobaczyć TUTAJ. Tekst planu znajduje się na stronie www.bochnia.eu.

Uchwałę w sprawie przystąpienia do opracowania miejscowego planu dla terenu przy ulicy Brzeskiej podjęto w listopadzie 2012 roku. Prace nad sporządzeniem tego planu trwały więc trzy lata.

Wątpliwości pozostały

Mimo trzykrotnego wyłożenia planu do publicznego wglądu i możliwości zgłaszania uwag, nadal niektórzy mieszkańcy mają wątpliwości. O niekompatybilności zapisów miejscowego planu z wydanymi w ostatnich latach „wuzetkami” (decyzjami o warunkach zabudowy) mówił podczas czwartkowej sesji Ireneusz Sobas, przewodniczący zarządu osiedla Krzęczków-Łychów. - Proszę wziąć to pod uwagę, żeby nie doszło do konfliktów prawnych, które być może mogą znaleźć swój finał na drodze sądowej - powiedział I. Sobas.

Z kolei przewodniczący rady Jan Balicki poinformował o kilku pismach z uwagami od mieszkańców, które trafiły na jego ręce. W pismach pojawiła się m.in. propozycja przełożenia głosowania planu na marzec, czy zwrócenie uwagi na niezgodność planu z istniejącym przeznaczeniem niektórych nieruchomości.

Do uwag i wątpliwości odniosły się projektantka Roksana Fudala i architekt miejska Dominika Ropek. Tłumaczyły między innymi że:

  • miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego nie może naruszać zapisów studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego,
  • decyzje o warunkach zabudowy nie muszą być spójne ze studium, wydaje się je na zasadzie dobrego sąsiedztwa,
  • zapisy planu nie ingerują w dotychczasowe zagospodarowanie nieruchomości (plan będzie dotyczył tylko nowych inwestycji),
  • na terenie zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej (MN) w planie „Brzeska” można prowadzić działalność usługową stanowiącą maksymalnie 40 proc. dopuszczonej planem maksymalnej powierzchni całkowitej kondygnacji nadziemnych zabudowy zlokalizowanej na działce budowlanej.

Tłumaczenia nie przekonały wszystkich. - Problem polega na tym, że państwo oprócz ograniczeń, które nakłada prawo budowlane, zrobili własne ograniczenia. Zupełnie nie mające związku z obecną sytuacją na ulicy Brzeskiej i Poniatowskiego, bo ten plan obejmuje również część tej ulicy - stwierdził radny Bogdan Kosturkiewicz. Wyjaśnił, że chodzi m.in. o wartości udziału powierzchni biologicznie czynnej.

Zdecydował jeden głos

Kilkanaście ze zgłoszonych przez mieszkańców uwag do projektu miejscowego planu dla terenu przy ul. Brzeskiej nie zyskało akceptacji burmistrza (uwzględniono pięć uwag). Przed głosowaniem całej uchwały radni głosowali oddzielnie każdą z odrzuconych w całości lub w części uwag. Głosowano „za uwzględnieniem uwagi”, czyli głos na „tak” był głosem przeciwko decyzji burmistrza.

W każdym z głosowań prawie wszyscy radni radni wstrzymywali się od głosu. W jednym przypadku - tylko za sprawą głosu radnego Roberta Żelichowskiego (który zresztą później przyznał, że przez pomyłkę podniósł rękę nie przy tej uwadze, którą chciał poprzeć) - uwzględniono uwagę mieszkańca, czyli zagłosowano przeciwko decyzji burmistrza.

Wynik głosowania wywołał zamieszanie wśród urzędników. - Jeśli którakolwiek z uwag zostaje uwzględniona, wbrew temu co zarządził burmistrz, to oznacza cofnięcie planu w procedurze - powiedziała tuż po głosowaniu architekt miejska Dominika Ropek. - To jest komentowanie wyników wyborów radnych. To jest skandaliczne! - zareagował radny Bogdan Kosturkiewicz.

Po uspokojeniu sytuacji przez przewodniczącego Jana Balickiego, radni przegłosowali całą uchwałę: 11 głosów „za”, 1 „przeciwko” i 8 „wstrzymujących się”.

Radni się ośmieszyli?

Następnie radni przeszli do głosowania innych uchwał, a tymczasem do sali obrad wezwano radcę prawnego Stefana Migdała. Tuż przed zakończeniem punktu obrad dotyczącego uchwał wyraził swoją opinię na temat tego co wcześniej zrobili radni.

- Podjęcie tej uchwały zostało dokonane z pewnym rodzajem wady prawnej. Odmienne rozstrzygnięcie uwagi, którą burmistrz proponował jako załatwioną negatywnie, czyli odrzucającą tę uwagę, i bez uwzględnienia tej uwagi został sporządzony projekt miejscowego planu, w sytuacji kiedy rada przyjmuje odmienne rozstrzygnięcie, czyli akceptuje tę uwagę, powoduje to niestety konieczność powrócenia do procedury projektowania, powtórzenia całej procedury. Przyjmując odmienne rozstrzygnięcie w stosunku do negatywnego sposobu załatwienia uwagi przez pana burmistrza nie możemy głosować nad uchwałą, bo w ten sposób powodujemy, że ten projekt nie będzie adekwatny do tej pozytywnie przegłosowanej uwagi - wytłumaczył Stefan Migdał.

Podczas dyskusji pojawił się pomysł rozwiązania sytuacji, czyli reasumpcja głosowania. Wnioski w tej sprawie złożyli: radny Kazimierz Ścisło (chciał głosowania tylko jednej problematycznej uwagi i całej uchwały) i Robert Żelichowski (wszystkie uwagi i uchwała).

- Wprowadzanie w tej chwili reasumpcji głosowania jest kuriozalne. Wystawia na śmieszność i tę radę, i samorząd, i prawo. (...) Było głosowanie i trzeba się z nim pogodzić. Tym bardziej, że jest to głosowanie korzystne dla całego planu, który i tak zostanie zaskarżony i uchylony - skomentował radny Bogdan Kosturkiewicz.

Głosowano drugi wniosek, jako dalej idący (11 głosów „za”, 2 „przeciw”, 5 „wstrzymujących się”). W ponownym głosowaniu uwag odwrócono formułę - głos „za” oznaczał utrzymanie decyzji burmistrza. Tym razem wszystkie głosowane wnioski uzyskały akceptację (zwykle 8 głosów „za”, przy pojedynczych „przeciw” i większości „wstrzymujących się”). Całą uchwałę przegłosowano ponownie stosunkiem głosów: 9 „za”, 1 „przeciw” (Bogdan Kosturkiewicz - tak samo jak przy pierwszym głosowaniu), 8 „wstrzymujących się”.

comments powered by Disqus