"Rok z cudzym rakiem". Próbkę zanieczyszczono w Bochni, czy w Warszawie?

Tekst: Tomasz STODOLNY

Na podstawie: wyborcza.pl/krakow, Fakty TVN

W ogólnopolskich mediach głośno o bulwersującym przypadku kobiety, która przez rok myślała, że jest śmiertelnie chora, bo ktoś pomylił próbki, a przedstawione jej wyniki badań dotyczyły zupełnie innego pacjenta. Próbkę pobrano w szpitalu w Bochni, badanie przeprowadzono w Warszawie. Sprawa trafi do sądu.

"Kronika Bocheńska" i Gracje

Szokującą pomyłkę jako pierwsza opisała kilka dni temu "Gazeta Wyborcza", podchwyciły ją tabloidy, a w środę swój materiał wyemitowały "Fakty" TVN.

Jak opisuje "GW" kobieta zgłosiła się do poradni ginekologicznej z dość powszechną przypadłością (nieregularny cykl miesiączkowy):

- Jej poradnia - Centrum Zdrowia Gyneka w Krakowie - miała podpisaną umowę o współpracy ze szpitalem w Bochni i dlatego tam przeprowadzono zabiegi ginekologiczne, które miały wyjaśnić przyczynę problemów. Wycinki przesłano do laboratorium w Warszawie - czytamy w artykule.

- Wynik odesłany do szpitala w Bochni był zatrważający: we fragmencie badanym przez laboratorium odkryto nowotwór "basaloid squamous cell carcinoma", który cechuje wysoka złośliwość i rozległe oraz szybkie przerzuty.

Po takiej diagnozie lekarze zalecili jak najszybsze chirurgiczne usunięcie narządów rodnych. Zlecono też dodatkowe badania, by sprawdzić, czy do przerzutów nie doszło. Wyznaczono bliski termin zabiegu.

Załamana kobieta po początkowym szoku nabrała jednak wątpliwości, bo żadne z innych badań nie potwierdzało obecności nowotworu. Zawnioskowała o powtórne sprawdzenie próbek. Okazało się, że coś się nie zgadza - pacjentka zrezygnowała z zabiegu i w nieustającym stresie czekała na kolejne wyniki.

Ostatecznie stwierdzono, że doszło do "zanieczyszczenia materiału tkanką nowotworową innego pacjenta". Jak i gdzie do tego doszło? Warszawskie laboratorium zarzutów nie przyjmuje.

Zastępca dyrektora szpitala w Bochni Jarosław Gucwa przekonuje: - Tego dnia, gdy pani Katarzyna miała zabieg w naszej placówce, tylko jedna próbka badań, właśnie jej, została odesłana do Warszawy. Nie było możliwości, żeby ja zanieczyścić.

Pacjentka, która przez rok żyła ze świadomością, że ma zabijającego ją raka, zamierza skierować sprawę do sądu. Na razie zawnioskowała do obu podmiotów, w których mogło dojść do zanieczyszczenia preparatu, o udostępnienie dokumentacji medycznej.

Zobacz też:

- artykuł w "Gazecie Wyborczej"
- materiał FAKTY TVN

 

 

comments powered by Disqus