Burmistrz dojeżdża do pracy samochodem służbowym i nie widzi w tym nic złego

Tekst: Mirosław CISAK

Burmistrz Bochni Stefan Kolawiński przyznał, że dojeżdża do pracy samochodem służbowym. Co więcej nie widzi w tym nic niewłaściwego. Nadzór prawny wojewody wskazuje, że pierwszym organem mogącym ocenić tę sprawę jest komisja rewizyjna. Przewodniczący tego gremium Bogdan Kosturkiewicz nie ma wątpliwości: postępowanie burmistrza jest karygodne. Komisja rewizyjna poleciła już oklejenie samochodu w barwy Bochni, zaprzestania dojeżdżania nim do pracy przez burmistrza i zwrócenie pieniędzy za dotychczasowe korzystanie z pojazdu.

"Kronika Bocheńska" i Gracje

W zeszłym roku na prośbę burmistrza radni przeznaczyli 90 tys. zł na zakup samochodu do przewozu osób oraz drobnego sprzętu budowlanego. Jak już informowaliśmy (szczegóły TUTAJ) pod koniec roku magistrat kupił 9-osobowe używane Renault Master za 57 tys. zł, ale... dodatkowo także Suzuki Grand Vitara z napędem 4x4 dla burmistrza i jego zastępcy. To drugie auto (rocznik 2012) kosztowało 69 tys. zł. W sumie wydano więc ok. 126 tys. zł.

„To jest karygodne!”

Do gorącej i długiej dyskusji w tym temacie doszło podczas ostatniego posiedzenia komisji rewizyjnej. Chociaż w programie znalazł się punkt dotyczący kontroli ws. zakupu samochodu służbowego, radni nie otrzymali żadnej pisemnej informacji.

- Informacja o tym zakupie nie znalazła się w budżecie. Było 90 tys. zł przeznaczone na zakup jednego samochodu. To wywołuje niepokój mieszkańców. Ten samochód w dalszym ciągu jest nieoznakowany. Nie dysponujemy żadnymi materiałami na temat sposobu wyboru oferty. Ten samochód jest widywany pod domem pana burmistrza Stefana Kolawińskiego. Świadczy to o tym, że pan burmistrz Kolawiński dojeżdża nim do pracy, czyli traktuje jako swoją własność. To jest sprawa niedopuszczalna. Rada miasta nie wyraziła zgody na to, aby podnieść wynagrodzenie pana burmistrza, podnieść jego dochody o możliwość korzystania z samochodu służbowego - zaznaczył Bogdan Kosturkiewicz, przewodniczący komisji rewizyjnej.

Decyzji o zakupie samochodu służbowego dla burmistrza bronił radny Kazimierz Ścisło: - Uważam, że taka instytucja jak Urząd Miasta już dawno powinna mieć samochód służbowy dla burmistrza i pracowników, którzy wyjeżdżają w różnych sprawach. Urząd Miasta jest bardzo dużą instytucją dla 30-tysięcznego miasta. (…) Z tego co wiem pan burmistrz zrezygnował z tzw. ryczałtu, więc jak jedzie na każde spotkanie popołudniu to ma prawo korzystać z samochodu służbowego. Te cztery lata miną, przyjdzie ktoś inny i ten samochód będzie w urzędzie. Nikt go do domu nie zabierze.

- Burmistrz nie może traktować tego samochodu jak swojego prywatnego. Ten przypadek, o którym pan mówił, nie obejmuje dojazdu do domu, bo to jest sprawa każdego burmistrza. Może poruszać się na obszarze miasta w ramach obowiązków służbowych, w ramach godzin swojej pracy... ten czas pracy burmistrza nie jest normowany, ale na pewno nie obejmuje nocy, czy 6. rano, bądźmy poważni, mniej więcej od godziny 7. do godziny 18., jeśli są zebrania osiedlowe. Natomiast nie można jeździć na zakupy, nie można wozić żony, nie można innych rzeczy. To jest karygodne! - mówił Bogdan Kosturkiewicz.

- W latach 80. w Finlandii była taka sytuacja, że jeden z fińskich ministrów raz wyjechał samochodem służbowym do domu. Następnego dnia podał się do dymisji i już nie był ministrem - zwrócił uwagę Bogdan Kosturkiewicz. - Dlaczego ten samochód ma kolor podobny do koloru samochodu jaki miał wcześniej pan burmistrz... - dorzucił.

Kolawiński vs. Kosturkiewicz - znowu iskrzy

Słowa radnego Bogdana Kosturkiewicza zdenerwowały burmistrza Stefana Kolawińskiego, który stwierdził: - Nie róbmy kuriozalnej sytuacji z normalnych procedur, okoliczności. Przecież w tej chwili odstawia pan hucpę polityczną!

Burmistrz przyznał, że dojeżdża samochodem służbowym do domu. - Jeżeli są takie okoliczności, że jadę na inwestycję i jest to w pobliżu domu, to wtedy parkuję w domu i jadę do pracy tym samochodem - powiedział Stefan Kolawiński, burmistrz Bochni.

- Nie ma pan prawa parkować w domu. Samochód powinien pan odstawić na teren urzędu i dojeżdżać prywatnym samochodem. Niestety to co pan mówi potwierdza fakt, że traktuje pan ten samochód, który jest własnością gminy miasta Bochnia, jako swoje mienie prywatne, a tak nie jest. Nie wolno panu tego robić! Jako przewodniczący komisji rewizyjnej jestem zobowiązany zwrócić panu na to uwagę - podkreślił Bogdan Kosturkiewicz.

- Poświęcałem i czas, i jazdę swoim prywatnym samochodem przez pięć lat, i nie było z tego tytułu żadnych problemów. I nie widzę w tym momencie problemu, że korzystam z samochodu np. wracając z inwestycji i parkując go na swoim prywatnym terenie, pilnując go w tym czasie przed kradzieżą, zniszczeniem... - argumentował burmistrz Stefan Kolawiński.

- Przez pięć lat burmistrz tłukł ten swój samochód po różnych dziurach i wtedy nikt nie mówił, że amortyzacja, zużycie tego samochodu, nikt wtedy się nie odzywał, nikt nie protestował. Nie przeginajmy w drugą stronę, bo nic nie będzie można kupić do tego urzędu, nic nie będzie można zrobić, bo wiecznie będzie jakieś podejrzenie. Samochód to jest podstawa w każdej firmie, czy urzędzie - mówił Kazimierz Ścisło.

- Samochód wykorzystywany jest do celów prywatnych, a do tego nikt nie ma prawa. Samochód ma być oklejony i stać tutaj na podwórku (teren magistratu - przyp. red.), ewentualnie w garażu i być do dyspozycji pracowników urzędu, których pan (burmistrz) wskaże. Powinna być książka wyjazdów, której nie ma, podejrzewam, że ona jest w tej chwili przygotowywana (radni zobaczyli książkę wyjazdów za grudzień dopiero po kilkudziesięciu minutach - przyp. red.). Powinniśmy otrzymać informację pisemną odnośnie kosztów związanych z obsługą tego samochodu i sposobu wyboru oferty - powiedział B. Kosturkiewicz.

- To co pan przewodniczący insynuuje jest skandaliczne. Samochód nie jest wykorzystywany do celów prywatnych. Pan przewodniczący insynuuje również jakoby pewne rzeczy były tutaj zrobione niezgodnie z prawem, żadna taka sytuacja nie miała miejsca. Zgodnie z tym co pan Kosturkiewicz tutaj powiedział to powinno być tak: przyjeżdżam samochodem, stoi jeden samochód na parkingu, drugi stoi na parkingu i tym się jeździ, stoi samochód tych osób, które przyjeżdżają do pracy swoim samochodem a korzystają z samochodu służbowego, więc trzy samochody stoją ekstra na parkingu. Proszę mi powiedzieć jak to będzie wyglądało? Bo to jest tak łatwo powiedzieć: ma stać na parkingu. OK niech sobie stoi sobota, niedziela. A co jeżeli mam obowiązki do spełnienia w sobotę, niedzielę, w różnych godzinach, bo takie sytuacje się zdarzają. Ostatnio spotkanie z niewidomymi i niedowidzącymi, msza święta w kościele o godz. 12.30 w niedzielę. Mam przyjechać do urzędu, swój samochód zostawić, tamtym pojechać. To jest właśnie sytuacja kuriozalna, nienormalna. I to jest tylko pańska złośliwość i pańskie podejście do sprawy zupełnie irracjonalne - stwierdził Stefan Kolawiński.

W odpowiedzi przewodniczący komisji rewizyjnej Bogdan Kosturkiewicz powiedział, że „to jest szacunek do prawa”: - Nie ma żadnej umowy związanej z wynagrodzeniem dla pana w sprawie udostępnienia panu samochodu służbowego. Jeżeli radny Kazimierz Ścisło chciał, żeby miał pan takie uprawnienia to klub Bochniacy dla Bochni powinien przygotować odpowiednią uchwałę, ta uchwała trafiłaby pod obrady sesji, zastanowilibyśmy się czy ją przegłosować i sprawa byłaby jasna.

Dodatkowy etat kierowcy?

- Do samochodu służbowego można dołożyć etat kierowcy. Wtedy dzwonię do kierowcy i kierowca przyjeżdża po mnie i jadę na spotkanie, potem wraca, zostawia ten samochód. Może w ten sposób będziemy robić? Oceńcie to sami, bo trudno w tym momencie polemizować z czymś na pograniczu absurdu - mówił burmistrz Stefan Kolawiński.

- W historii Bochni, zarówno za czasów pana burmistrza Cholewy, jak i moim, do głowy nam nie przyszło, żeby zakupić samochód służbowy. Wie pan dlaczego zatrudnia się kierowcę? Bardzo często osoby, które korzystają z tego samochodu korzystają z alkoholu w czasie godzin pracy i dlatego potrzebują kierowcy. Niech się pan nie odwołuje do takich przypadków, bo one są ewidentnie naganne. Poza tym pan jest tylko burmistrzem 30-tysięcznego miasta, które ma poważne problemy finansowe w tej chwili - mówił Bogdan Kosturkiewicz. Jego wypowiedź została przerwana przez burmistrza Stefana Kolawińskiego, który zaprotestował: - Nie ma żadnych problemów finansowych, niech pan sprawdzi. Sugeruje pan, że będę korzystał z tego samochodu pod wpływem alkoholu. To jest poniżej pasa panie Kosturkiewicz. Rozwiązanie typu kierowca jest stosowane w różnych samorządach, nie będę do tego dążył, a to co pan mówi jest nieeleganckie.

Radni zaskoczeni

Radni podkreślali, że najpoważniejszy zarzut kierowany w stronę urzędu to brak informacji o zamiarach zakupu tego samochodu. - Czuję się urażony, że mnie pan zlekceważył. Według mnie, pan po prostu wykorzystał nowych radnych, którzy jeszcze nie znają się na rzeczy zbyt dokładnie, cały czas się uczymy. Nie wiem czy mam pana cytować odnośnie zakupu samochodu (burmistrz S. Kolawiński oznajmił, że pamięta - przyp. red.). Zgodziliśmy się na kwotę większą, bo przy zakupie samochodu różnie jest, czasem jest okazja, może braknąć 6 tys. zł. Nagle znajduje się 126 tys. zł, czyli o 36 tys. zł więcej i jakoś nie było problemu, żeby dołożyć, a martwił się pan, że 6 tys. zł zabraknie. Nie rozumiem i bardzo proszę, żeby takich sytuacji nie było następnym razem. Po to są radni, żeby z nimi rozmawiać. Nie jesteśmy przeciwko panu, tylko szanujmy się nawzajem - apelował radny Marek Bryg.

- Z wypowiedzi pana przewodniczącego wynika jak jesteście z burmistrzem. Rada przeznaczyła swoją decyzją 90 tys. zł, natomiast pozostała kwota została zaoszczędzona w trakcie roku budżetowego i ta kwota została odłożona - wyjaśnił Stefan Kolawiński.

- Cytuję pana wypowiedź: „Proszę sobie wyobrazić, że ograniczymy tę kwotę do 70 tys. zł, a będziemy mogli kupić sensowny samochód za 76 tys. zł i wtedy nam zabraknie 6 tys. zł i samochodu nie kupimy”. Martwił się pan, że zabraknie 6 tys. zł, a wiadomo, że można było przesunąć. Umawiając się na te 90 tys. zł liczyłem, że faktycznie będzie ten samochód jeden kupiony i wart tych pieniędzy. Zasugerował pan czysto i wyraźnie, że potrzeba jest taka, że musi być więcej. Nie sugerował pan, że chce kupić drugi samochód. Przecież można było to powiedzieć. Nie widzę przeciwwskazań do tego, żeby powiedzieć, że „mój pojazd Kia nie wytrzymał jazdy po terenach, inwestycjach, rozsypała się „kijanka” i trzeba kupić samochód służbowy”. OK, siadamy, zastanawiamy się i kupujemy - powiedział Marek Bryg.

W podobnym tonie wypowiedział się Piotr Dziurdzia, przewodniczący komisji rozwoju gospodarczego, budżetu i finansów. - Jestem bardzo zaskoczony tym, że co innego urzędnicy, pan burmistrz, przedstawiali na komisji budżetowej rok temu kiedy dyskutowaliśmy o zasadności przeznaczenia 90 tys. zł na zakup samochodu. Przyjęliśmy wtedy do wiadomości uzasadnienie pana burmistrza. Teraz okazało się, że w ramach tych środków dołożono jeszcze kilkadziesiąt tysięcy złotych i zakupiono drugi samochód do celów służbowych dla pana burmistrza. Moje zaskoczenie spowodowane jest tym, że radni nie zostali o tym poinformowani. Dużo czasu spędziliśmy na dyskusji o zasadności przeznaczenia 90 tys. zł, a tu okazuje się, że skądś wzięły się pieniądze i zakupiono drugi samochód - powiedział Piotr Dziurdzia w rozmowie z Bochnianin.pl. - Nie neguję zasadności zakupu, gdy jest on odpowiednio uzasadniony. Natomiast nie przedstawiono nam radnym takiego uzasadnienia, które usprawiedliwiałoby wydatkowanie dodatkowych środków na zakup drugiego samochodu. Tym jestem tylko zaskoczony i być może trochę zniesmaczony, że z radnymi nie gra się w otwarte karty, nie przedstawia się im spraw tak jak jest, tylko są zaskakiwani - podkreślił.

Burmistrz zarabia za mało?

Poruszono również temat zarobków burmistrza Bochni. Od 2013 roku burmistrz zarabia 11 730 zł brutto (wynagrodzenie zasadnicze - 6000 zł, dodatek funkcyjny - 2100 zł, dodatek specjalny 2430 zł, dodatek za wieloletnią pracę - 1200 zł). W styczniu 2013 r. radni poprzedniej kadencji przyznali mu podwyżkę o 1740 zł (szczegóły TUTAJ), a pensję utrzymała rada nowej kadencji (link TUTAJ).

- Ma pan naprawdę porządne, godziwe wynagrodzenie, którego będę bronił. W zamian za to, że ma pan to godziwe wynagrodzenie chciałbym, żeby pan uczciwie sprzedawał drzewo z Uzborni, dojeżdżał do pracy własnym samochodem, a w czasie godzin pracy jeśli trzeba dojechać do kościoła, bo jest to związane z pana obowiązkami - proszę bardzo, trzeba dojechać na osiedle - proszę bardzo. W ten sposób prowokuje pan ludzi, rozsierdza ich pan - kontynuował radny Bogdan Kosturkiewicz.

- Jeżeli czyni pan kąśliwe uwagi dotyczące uczciwej sprzedaży drewna to przemyca pan informację, że coś jest nieuczciwe. Zachowuje się pan nieelegancko, ale nie dziwi mnie to. Wszyscy pana znają i inaczej nie pomyślą, jak ja w tym momencie to relacjonuję, to jest nie fair. Pan tak strasznie broni mojego wynagrodzenia, a czy zdaje pan sobie sprawę z tego, że nasz poprzednik zarabiał osiem lat temu tyle co ja w tej chwili? - pytał Stefan Kolawiński.

Żółta kartka dla burmistrza

- Prowokując taką sytuację również naraża nas pan na atak, ponieważ większość mieszkańców uważa: „radni mu pozwolili na coś takiego”. Nie pozwolili. Jednoznacznie mówię do mediów: radni nie pozwolili na to, aby pan burmistrz kupował ten samochód i korzystał z niego do celów prywatnych - zaznaczył Bogdan Kosturkiewicz.

- Pierwszym recenzentem poprawności funkcjonowania organu wykonawczego jest przede wszystkim rada i komisja rewizyjna, która może dostać zlecenie do przeprowadzenia badania wykorzystywania tego samochodu w zakresie dojazdu do pracy itp. Taka jest rola w szczególności komisji rewizyjnej, która jest ciałem wewnątrz rady mającym pewne rzeczy ocenić, co na przyszłość przekłada się w oceny związane z wnioskowaniem lub nie wnioskowaniem o udzielenie absolutorium itp., czyli poprawności wykonywania gospodarki finansowej, za którą w całości odpowiedzialny jest organ wykonawczy, czyli burmistrz - skomentował w rozmowie z Bochnianin.pl Artur Słowik, zastępca dyrektora wydziału prawnego i nadzoru Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Przypomniał również, że kolejnym organem do kontroli w tym zakresie mogłaby być Regionalna Izba Obrachunkowa.

- Mówię wyraźnie do mediów: samochód wykorzystywany jest w celach służbowych - ripostował Stefan Kolawiński. Na co Bogdan Kosturkiewicz stwierdził: - Proszę go szybko okleić, aby mieszkańcy mieli możliwość kontroli, gdzie ten samochód się znajduje i proszę, żeby ten samochód nie znajdował się u pana na podwórku. Jeżeli ten samochód będzie wykorzystywany jako mienie prywatne podejmę odpowiednie działania w tym zakresie. Ostatnie ostrzeżenie - żółta kartka dla pana.

- Żółtą kartkę, panie Kosturkiewicz, to pan może studentom dawać - odparł burmistrz Stefan Kolawiński.

Komisja wnioskuje

Prawie jednogłośnie (cztery głosy „za”: Bogdan Kosturkiewicz, Celina Kamionka, Zbigniew Włosiński i Marek Bryg, od głosu wstrzymał się tylko Kazimierz Ścisło) radni przegłosowali wniosek o natychmiastowe oklejenie samochodu znakami Bochni, zaprzestania dojeżdżania nim do pracy przez burmistrza, zwrócenie pieniędzy za dotychczasowe korzystanie z pojazdu oraz przedstawienia informacji pisemnej na temat zakupu samochodu służbowego i sposobu jego użytkowania.

Podczas posiedzenia komisji rewizyjnej burmistrz sugerował, że samochód nie zostanie oklejony w barwy Bochni. - Na razie nie jest oklejony. (…) Nie powiedziałem tego, że będzie oklejony. Na żadne spotkanie jak jechałem nie widziałem oklejonego samochodu. Przyjeżdżali burmistrzowie, wójtowie, prezydenci, nikt nie przyjeżdżał oklejonym samochodem - powiedział Stefan Kolawiński.

comments powered by Disqus