Wydarzenia

Nowa "Kronika Bocheńska". Lektura nie tylko na wakacje

Podwójny numer Kroniki Bocheńskiej zapewnia sporą dawkę interesujących tekstów, podobnie jak nowe wydanie przewodnika po Bochni stanowiącego temat okładki. Wakacyjny charakter miesięcznika nie oznacza jednak rezygnacji ze stałych działów oraz zajmowania się tematami związanymi z codziennym funkcjonowaniem miasta, jego historią i przyszłością.

Relacje z absolutoryjnych sesji władz powiatu i miasta zajmują aż siedem stron. Czytając wypowiedzi miejskich radnych można poznać przyczyny dość zaskakującego wyniku głosowania: - 15 radnych było za udzieleniem burmistrzowi absolutorium z tytułu wykonania budżetu za 2014 rok, 5 osób (Jan Balicki, Marek Bryg, Karol Klima, Bogdan Kosturkiewicz i Michał Rojewski) wstrzymało się od głosu, nikt nie był przeciwko.

Anna Morajko - przewodnicząca Zarządu Osiedla Śródmieście, zapytana przez Agnieszkę Dudę, czy postrzega je jako wizytówkę miasta odpowiedziała następująco: - Tak. Choć ubolewam, że w pełni tą wizytówką nie jest. Centrum jest zaniedbane. Słabym punktem jest estetyka, na głównych ulicach panuje chaos reklamowy. Reklamy powinny podlegać pewnemu porządkowi. Nie chodzi o to, by je likwidować, tylko dobrze wkomponować w przestrzeń. Dużo się na ten temat mówi, ale niewiele robi. Odnoszę wrażenie, że nadal każdy wiesza co chce i gdzie chce. Krzykliwe, brzydkie reklamy zamieniają centrum miasta w targowisko. (…)

Pierwsze wydanie książki „Bochnia – przewodnik po mieście” miało premierę w czerwcu 1998 r., kolejne trafiło do rąk czytelników w listopadzie 2005 r. Do prac nad obecnym przystąpiono 10 lat od poprzedniej edycji. – „Przez te wszystkie lata zżyliśmy się z tą książką” – przyznała podczas prezentacji wydawnictwa Anna Kocot-Maciuszek. – „Każde z jej wydań jest dla nas w jakiś sposób szczególne. Nie jest to typowy przewodnik turystyczny. To książka o mieście, o tym, jak powstawało, kto je kształtował, co wpływało na jego rozwój. Tworzyliśmy ją w głębokim przeświadczeniu, że otoczenie, w którym wzrastamy, realnie na nas wpływa i w jakiś sposób nas kształtuje. Jeśli znam moje miasto, jego przeszłość, tradycje, dorobek, to jestem pełniejszym człowiekiem, świadomym swoich korzeni” – mówiła dyrektorka MDK.

Wydawnictwo pt. „Galicja na józefińskiej mapie topograficznej 1779-1783” jest owocem wieloletniego projektu digitalizacji tzw. mapy Miega. Obejmuje ona również tereny dzisiejszego powiatu bocheńskiego. – „Niezwykła wartość historyczna tej mapy polega zarówno na dokładnym, wielkoskalowym (1:28 800) odwzorowaniu terenu wraz ze szczegółowym przedstawieniem elementów krajobrazu, jak i odręcznym komentarzu opisującym warunki panujące w terenie. Jeśli do tego dodamy, że sama mapa jest również dostępna on-line w serwisie Historyczne Mapy Imperium Habsburgów (http://mapire.eu/en/), to otrzymamy fascynującą możliwość spojrzenia na Bochnię i okolice sprzed ponad 240 lat” – zachęca do lektury swego tekstu Janusz Paprota.

- „Klimat miasta tworzą pospołu miejsca i obiekty pierwszoplanowe, eksponowane, jak i te, które pozostają w cieniu fasady – czyli na zapleczu. Warto zajrzeć i tam, bo poczynione przy okazji odkrycia mogą okazać się interesujące, a niekiedy wręcz zaskakujące” – napisał Jan Flasza we wstępie ilustrowanego ponad dwudziestoma zdjęciami tekstu o takich obliczach Bochni, które będą „nowością” nawet dla stałych czytelników miesięcznika.

O tym, że dalekie podróże terenowym samochodem zmieniają perspektywę, poszerzają horyzonty i cementują związek opowiadają Kronice Dominika i Marcin Kozłowscy. Aleksandra Fortuna zapytała ich o sytuacje, które woleliby zapomnieć. Początek długiej odpowiedzi brzmiał następująco: - „Zdarzyło nam się dwa dni spędzić w areszcie w Uzbekistanie, a potem przeżyć pierwszą w życiu deportację, spać przy granicy Afganistanu, od której dzieliła nas tylko rzeka i otwarta przestrzeń, zupełnie nieświadomie uciekać przed policją w Tadżykistanie, a kiedy w Kazachstanie wjechaliśmy w rów i rozbiłam głową przednią szybę, nie wiadomo było, czy pojedziemy dalej.” (…)

W 2017 roku przypada 200-lecie działalności Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcącego im. Króla Kazimierza Wielkiego – instytucji, której zasługi dla polskiej oświaty i Bochni są trudne do przecenienia. Już wyliczenie najwybitniejszych nauczycieli i wychowanków przekraczałoby objętość sporej publikacji. Wielość wątków, liczba biografii może przyprawić o zawrót głowy… Kronika Bocheńska otwiera szeroko łamy dla wspomnień o latach spędzonych w tej szkole – zarówno o życiu szkolnym w klasie, ławce, przy tablicy, jak i „okołoszkolnym”. Redakcja będzie również zobowiązana za materiały ilustracyjne.

Wakacje poprzedziły uroczystości zakończenia roku szkolnego podczas których najlepsi uczniowie otrzymali różnego rodzaju wyróżnienia oraz świadectwa z czerwonym paskiem. Kronika publikuje listy prymusów z I LO, Zespołu Szkół nr 1 oraz Gimnazjum nr 2. Natomiast by latem nie odwyknąć od myślenia Jakub Konieczny – doktorant Uniwersytetu Oksfordzkiego, przygotował dla czytelników kilka zadań matematycznych. – „Bez obaw! Nie pojawi się ani jedno równanie – mimo, że będziemy uprawiać matematykę” – zapewnia autor. Redakcja wylosuje nagrodę dla osoby, które prawidłowo odpowie na pytanie: - „Ilu tubylców miało niebieskie oczy?” Rozwiązania należy przesłać do 20 sierpnia na adres: red@onet.pl

Nowa formuła Dni Bochni, które w tym roku trwały ponad trzy tygodnie sprawiła, że wydarzenia związane ze świętem miasta pojawiają się w różnych działach Kroniki. Najwięcej informacji i zdjęć jest oczywiście na stronach poświęconych kulturze. Przeczytać tam można, że koncert Orkiestry Górniczej Kopalni Soli Bochnia inaugurujący muzyczną część Dni Bochni na Uzborni, po raz pierwszy wzbogaciły pokazy taneczne par z Bochni i Krakowa. Aplauz jakim je obdarzono każe wierzyć, że za rok będzie tego typu atrakcji jeszcze więcej. Najważniejsi tego dnia byli jednak laureaci przeglądu „Młode Talenty”, który od lat cieszy się popularnością wśród dzieci i młodzieży powiatu bocheńskiego…

Mimo, że Brodka z zasady nie udziela wywiadów podczas pracy nad nową płytą, nie lubi
opowiadać o życiu osobistym i raczej stroni od mediów i dziennikarzy, zgodziła się na krótką rozmowę z Kroniką. Aleksandrze Fortunie powiedziała m.in.: - „Pojawiłam się w show-biznesie od strony medialnej i dopiero później zaczęłam nagrywać płyty i tworzyć swoją muzykę. To spowodowało, że ludzie kojarzyli mnie ze znaną twarzą, a to, co robiłam było dla nich jedynie dodatkiem. Zaczęło mi to bardzo przeszkadzać. Stawiam dzisiaj dużą kropkę między życiem zawodowym, a strefą osobistą. Mam nadzieję, że ludzi coraz bardziej interesuje to, kiedy ukaże się moja nowa płyta, a nie to, czy mam nowego chłopaka.”

Pochodzący z Bochni multiinstrumentalista Tomasz Hernik, który występował z wieloma gwiazdami polskiej estrady podkreśla, że jest wychowankiem Górniczej Orkiestry Kopalni Soli Bochnia, gdy jej kapelmistrzem był Stanisław Chodorowski. – „To była najlepsza szkoła do jakiej chodziłem, tam nauczyłem się najwięcej” – twierdzi. Natomiast na pytania Agnieszki Dudy w cyklu „Znamy się tylko z widzenia” odpowiada tak:
Nie lubię
dresiwa naduszającego do oporu pedał akceleratora (określenie zapożyczone od Hłaski i oznacza pedał gazu) i używającego subwoofera do poziomu, który zakłóca moje prawo do sonosfery. Małolatów, którzy kupili „motur” i usiłują wykręcić 10 tysięcy obrotów na minutę. Krótko mówiąc, nie lubię złych dźwięków.
Moim przyjacielem jest
koleś, którego wczoraj poznałem na fejsie, wysłał mi lajka i zhejtował kapelę, której ja też nie trawię, potem przysłał mi plakat swojej ulubionej drużyny i powiedział, że nasze kluby się lubią, więc jak przyjedzie do nas na mecz to nie weźmie bejsbola…
W mężczyznach cenię
umiejętność podtrzymywania złudzeń wbrew racjonalnym przesłankom…

Najnowsze