Debata kandydatów na burmistrza Bochni

Jan Balicki i Stefan Kolawiński rozmawiali o swoich wizjach funkcjonowania miasta

We wtorek 25 listopada w hotelu Sutoris odbyła się debata kandydatów na burmistrza Bochni - Jana Balickiego i Stefana Kolawińskiego - przed drugą turą wyborów. Spotkanie zostało zorganizowane przez Fundację Salina NOVA.

Debata składała się z trzech części. W pierwszej części kandydaci odpowiadali na pytania bocheńskich organizacji pozarządowych. Następnie zadali sobie nawzajem po dwa pytania. W ostatniej części zmierzyli się z pytaniami od internautów i publiczności.

Przed rozpoczęciem właściwej części debaty kandydaci tłumaczyli swoją nieobecność podczas pierwszej debaty, która odbyła się 27 października z udziałem czterech kandydatów: Stanisława Bukowca, Radosława Maconia, Aleksandra Rzepeckiego i Edwarda Sitko.

- 21 października wysłałem e-maila do organizatora, w którym przedstawiłem techniczne aspekty, z których wynika, że debata może trwać ok. czterech godzin pomijając wypowiedzi organizatorów. Podałem informacje, z których wynika, że to jest bezsens, żeby dziewięć osób odpowiadało na to samo pytanie, bo dla mieszkańca Bochni ten obraz byłby rozmyty - powiedział Jan Balicki i cytował treść przytoczonego e-maila, z której wynika, że popiera ideę debaty, ale przed drugą turą wyborów. - Od ośmiu lat jest to chyba pierwsza taka sytuacja, w której kandydat, który nie jest burmistrzem przystępuje do debaty przed drugą turą wyborów. Cztery lata takiej sytuacji nie było - dodał.

- (W dniu debaty, czyli 27 października - przyp. red.) miałem umówione spotkanie w Warszawie i w żaden sposób nie mogłem przełożyć terminu tego spotkania. Wówczas gmina miasto Bochnia uzyskała tytuł "Grunt na medal", zajęliśmy pierwsze miejsce w Małopolsce - przypomniał Stefan Kolawiński.

PIERWSZA CZĘŚĆ DEBATY dotyczyła pięciu tematów: partycypacja, rewitalizacja, kultura, polityka społeczna i polityka gospodarcza.

Co Pan zrobi po wygranych wyborach w ciągu najbliższej kadencji, aby zapewnić obywatelom większy niż dotąd wpływ na zarządzenie miastem i decyzje lokalnego samorządu?

Stefan Kolawiński: - Rola mieszkańców w decydowaniu o różnych wydarzeniach, przedsięwzięciach, które realizowane są w mieście, zwiększa się z roku na rok. Aktywność mieszkańców wzrasta, również przez organizacje pozarządowe. Organizacje pozarządowe w moim głębokim przekonaniu mają ogromną rolę do spełnienia, nie tylko inicjatora różnych inicjatyw, mają znaczenie również dla członków tych organizacji. (...) Większość mieszkańców nie uczestniczy na przykład w życiu zawodowym, ale już nie ma ujścia swojej energii, emocjom, poprzez uprawę ogródka, przez zajęcia innego typu, ale realizuje się poprzez uczestnictwo w grupie, która zbliżona wiekowo realizuje pewne cele. (...) Rola organizacji pozarządowych zdecydowanie wzrasta, wzrasta znaczenie wszystkich elementów, które mieszkańcy proponują i które są realizowane. Ważne jest to, żeby działać dla mieszkańców, nie przeciw mieszkańcom, nie chcę nikogo uszczęśliwiać na siłę.

Jan Balicki: - Współodpowiedzialność to wpływ na pewne decyzje. Gdybyśmy o tym rozmawiali cztery lata temu to mógłbym z nadzieją patrzeć w przyszłość, że za cztery lata np. na spotkaniach zarządów osiedli będzie pełna frekwencja. Byłem na takich spotkaniach, gdzie było po 11-12 osób, rzadko kiedy więcej niż 30. Widać mieszkańcy nie czują się na tyle uprawnieni do współdecydowania, że uznają, że jest to strata czasu. Świadczą o tym chociażby nakłady na organizacje i stowarzyszenia pozarządowe, na które w budżecie na 2015 burmistrz przewidział 380 tys. zł. Na moją propozycję złożoną na wspólnym posiedzeniu komisji kultury i komisji oświaty, aby podnieść tę kwotę do 0,5 mln zł, niestety ta propozycja spotkała się z innym zdaniem na sesji, bo była uzależniona od pana burmistrza. Wpływ na władzę, na rzeczywistość, ma się również poprzez pieniądze, przy czym nie jest to najważniejszy element. W naszym programie jednym z najważniejszych elementów jest tworzenie wspólnoty. Współdecydowanie o losie własnej okolicy jest najlepszą szansą tworzenia wspólnoty. Stąd też proponuję, aby wpływ miała również młodzież poprzez swoich przedstawicieli. Od mniej więcej 10 lat jestem jedną z osób, która pracowała nad statutem Młodzieżowej Rady Miejskiej, ostatecznie zniekształconej w stosunku do tego co zaproponowałem. Mimo deklaracji przez burmistrza w swoim programie wyborczym cztery lata temu do dzisiaj to nie zostało zrealizowane. Jestem gotów takie prawa młodzież dać albo w tej postaci, albo innej. Również planuję budżet obywatelski, w którym mieszkańcy będą decydować, a nie tylko opiniować tak jak to robią zarządy osiedli.

Jakie ma Pan konkretne pomysły na kompleksową rewitalizację Śródmieścia Bochni w aspekcie infrastrukturalnym, gospodarczym i społeczno-kulturalnym?

Jan Balicki: - Odpowiedź na to pytanie jest spóźniona przynajmniej o dwa lata. W maju 2012 r. po tym jak młode architektki przedstawiły swoje pomysły na rewitalizację Plant złożyłem interpelację, aby pan burmistrz podjął działania, aby została przygotowana koncepcja szerokiej rewitalizacji począwszy od Rynku aż po Campi. Po to, żeby pomysły, które się pojawią zostały przedyskutowane i została wypracowana koncepcja przez społeczeństwo akceptowalna. Niestety taki wniosek został złożony o przeprowadzenie konkursu na koncepcję 16 października br. Przed najważniejszym rozdaniem środków unijnych stajemy bez jakiegokolwiek pomysłu. Najpierw trzeba go mieć, potem trzeba skonsultować, bo to będzie kształtowanie Bochni na co najmniej pół wieku.

Pomysłów mógłbym podać przynajmniej kilka, ale to będą pomysły Balickiego, a nie mieszkańców Bochni. To nie będzie wyłącznie moje miasto, ale wszystkich. Mogę zaproponować piękną, podświetlaną fontannę z muzyką, stworzenie w dawnym budynku stajni na Plantach obiektu galerii wystawienniczej, sali konferencyjnej, czy kawiarni. Mogę zaproponować rewitalizację Plant, bo to jest chyba kluczowe miejsce. Mogę zaproponować stworzenie ścieżek spacerowo-rowerowych wzdłuż Babicy. Trzeba stworzyć program, który przyciągnie tutaj turystów, którzy będą tu 2-3 dni w oparciu o to, co możemy zaoferować w centrum.

Swoją odpowiedź burmistrz rozpoczął od odniesienia się do wypowiedzi Jana Balickiego z poprzedniego pytania. - Absolutnie nie jestem przeciwny zwiększeniu finansowania organizacji pozarządowych. Chciałbym zwrócić uwagę, że wniosek w tej sprawie został wniesiony w piątek, a sesja była w poniedziałek. Nikt z osób decydujących nie miał pojęcia, że taki wniosek został złożony. Przykro mi, że w takiej sytuacji byłem zmuszony odmówić zwiększeniu dofinansowania. Mówimy o projekcie budżetu. Ten budżet może jeszcze ulec zmianie przed uchwaleniem i nowelizowany w trakcie realizacji. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby organizacje pozarządowe miały większą kwotę dofinansowania - powiedział Stefan Kolawiński.

Odpowiadając na pytanie zadane przez prowadzącego debatę Stefan Kolawiński stwierdził: - W Bochni jest sporo obiektów, które trzeba utrzymać. Jest pięknie odnowione Muzeum, Kryta Pływalnia, Hala Widowiskowo-Sportowa. Bochnia dysponuje również Parkiem Uzbornia. Na to wszystko trzeba mieć pieniądze. To poważne wyzwanie dla samorządu. (...) Mówienie o tym, że rewitalizujemy Planty bez finansowania tego co już jest zrobione jest dużą nieodpowiedzialnością. Dlatego myślałem o Bocheńskiej Strefie Aktywności Gospodarczej, czyli o miejscu, gdzie będą generowane przychody i miejsca pracy.

Jakie Pan ma pomysły na nowe przedsięwzięcia w obszarze rozwoju kultury w naszym mieście w ciągu najbliższej kadencji?

Stefan Kolawiński: - Pewnie ta odpowiedź nie będzie miała charakteru populistycznego. Mamy różnego typu imprezy: Dni Bochni, Bocheńską Scenę Letnią i szereg innych imprez. Nie jest prawdą to, że Bochnia ginie pod względem kulturalnym, bo jeżeli ktoś obserwował to co dzieje się na Uzborni to nie może tego w ten sposób postrzegać. W każdym tygodniu w piątki, soboty i niedziele organizowane były różnego typu przedsięwzięcia, które miały charakter kulturalny, edukacyjny, oświatowy. Uważam, że Bochnię stać, żeby poprzez wykreowanie dużej imprezy kulturalnej można było miasto promować na zewnątrz. Taką imprezą mogłyby być targi, może jarmark odbywający się podczas wakacji. Nawiązywałby do tego co miało miejsce wiele wieków temu kiedy takie jarmarki się odbywały.

Jan Balicki: - Przy wspomnianych imprezach w Parku Uzbornia mieliśmy okazję zobaczyć jakie piękne imprezy mogą prowadzić stowarzyszenia. Wiele takich takich działań realizowanych jest przez nich. To jedna droga na powiększenie zakresu oferty kulturalnej. Przede wszystkim w Bochni brakuje imprezy, która przyciągnęłaby turystów. Teraz turyści przyjeżdżają głównie z powodu kopalni, najczęśniej jest to młodzież, którą trzeba czymś przyciągnąć. Sugeruję, żeby poważnie zastanowić się nad ważną imprezą, w której sól byłaby najistotniejszym elementem, np. maraton solny do Wieliczki, może festiwal chórów albo miast solnych. To niewątpliwie duże wydatki, ale jeśli te działania są odpowiednio przemyślane dają możliwości pozyskania środków unijnych. Na bazie turystyki również można ratować budżet miasta. Wystarczy spojrzeć na Kraków. Myślę również, że można zmodyfikować Dni Bochni. Pytanie do kogo trafiają takie dwudniowe Dni Bochni, na które wydaje się znaczne środki? Może trzeba zrealizować nieco więcej imprez, ale o mniejszym zasięgu, bardziej kameralnych, trafiających do prawdziwych koneserów.

Proszę wskazać trzy najważniejsze problemy społeczne w naszym mieście, które zamierza Pan rozwiązać w ciągu najbliższej kadencji. W jaki sposób zamierza Pan to zrobić?

Jan Balicki: - 16 października podczas konwencji wyborczej wskazałem trzy główne priorytety: bezpieczeństwo - szeroko rozumiane, w tym ekonomiczne, podniesienie jakości życia mieszkańców i zapewnienie rozwoju. To pytanie dotyczy bezpieczeństwa ekonomicznego. Do najpoważniejszych problemów z jakimi musimy się w sferze społecznej borykać jest problem z pracą, a nawet jak jest to nie ma wolności, bo człowiek jest związany z pracą, dlatego że w każdej chwili jak ją straci staje się bezrobotnym z dużymi trudności, aby ją znaleźć. Drugi niezmiernie trudny i mogący mieć niesamowite konsekwencje w przyszłości to problem emigracji młodych ludzi. Przy wprowadzaniu opłaty śmieciowej okazało się, że nagle ubyło 4 tys. mieszkąńców, to głównie ludzie młodzi, którzy wyjechali za pracą. Trzeci problem, który dostrzegam, dotyczy rodzin z dziećmi. Analizując projekt Bocheńskiej Karty Rodzinnej przygotowany przez nasz klub, wskazywaliśmy jako formę łagodzenia dostępu do wiedzy, kultury, poprzez wsparcie w opłatach. Niestety po sześciu miesiącach urodził się produkt, który w tym momencie ma według mnie mierne efekty.

Stefan Kolawiński: - Bocheńska Karta Rodzinna to w tej chwili ok. 350 rodzin włączonych do tego projektu, kilkudziesięciu przedsiębiorców, którzy podjęli ten temat. To działa, sprawdza się i ma coraz większy zasięg. Jeśli chodzi o problemy, które dotykają naszego społeczeństwa to ja podobnie je definiuje, aczkolwiek wzbogaciłbym to o informację dotyczącą mieszkań socjalnych. To wiąże się oczywiście z tym co powiedział pan Balicki, czyli bezpieczeństwo ekonomiczne. Z tym z kolei wiążą się działania przeze mnie podejmowane dotyczące budowy Bocheńskiej Strefy Aktywności Gospodarczej. Jeżeli ktoś mówi, że tam teraz pracuje tylko 54 osoby to jest to początek. W pierwszym zakładzie docelowo ma zostać zatrudnionych 350 osób, budowa kolejnego kończy się niedługo i zatrudni co najmniej 80 osób. Trzeba patrzeć na ten aspekt szerzej. Te przedsiębiorstwa, które działają w Strefie mają swoich kooperantów tutaj na miejscu. Przy budowie tych zakładów również pracują firmy pochodzące z Bochni. Myślę o tym kompleksowo i jestem przekonany o tym, że ta kula śnieżna, która zaczęła się toczyć na pewno nabierze rozpędu i w niedługim czasie przyniesie obfite owoce.

Jakie są Pana pomysły na ożywienie rynku pracy w Bochni? Jakimi metodami można ściągnąć nowych inwestorów?

Jan Balicki: - Bocheńska Strefa Aktywności Gospodarczej to niewątpliwy sukces pana burmistrza, ale jest to zasługa przynajmniej trzech burmistrzów przed nim. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że pewne działania trzeba podejmować wcześniej, żeby za kilka, czy kilkanaście lat przyniosły efekty. (Teraz - przy. red.) czas na Bocheńską Strefę Aktywności Turystycznej, bo strefa gospodarcza prawdopodobnie zacznie toczyć się swoim życiem. Natomiast dla rozwoju turystyki, która niewątpliwie będzie miała miejsce, trzeba stworzyć dobre uwarunkowania. To tylko jeden z elementów. Dla poprawy gospodarki trzeba stworzyć warunki, żeby inwestor chciał przyjść. Trzeba w urzędzie miasta stworzyć komórkę szybkiej obsługi, która poprowadzi za rękę i nie będzie kłód pod nogami. Trzeba pomóc lokalnym przedsiębiorcom. (...) Kolejna rzecz to przygotowanie młodych ludzi, choć to bardziej zadanie dla powiatu. Powinno się wpłynąć na władze powiatu, aby stworzyć w Bochni inkubator przedsiębiorczości, aby dać młodzieży szansę na rozwinięcie własnego interesu w Bochni.

Stefan Kolawiński: - Bocheńska Strefa Aktywności Gospodarczej to inwestycja w przyszłość. Strefa ma doskonałą lokalizację. Działa już jeden zakład pracy, ale kolejne są w budowie. Kolejna działka została sprzedana, więc zainteresowanie jest. Tym bardziej, że kolejni zainteresowani inwestowaniem w BSAG się pojawiają. Liczę na to, że wpływy z działek w Strefie będą poprawiać budżet, ale z drugiej strony będą zwiększały się wpływy o budżetu, co pozwoli na realizację różnego typu zamierzeń i celów, które stoją przed miastem.

Jak zamierza Pan wspierać rodzimą małą i średnią przedsiębiorczość?

Jan Balicki: - Mniej więcej 90 proc. wszystkich przedsiębiorstw w Polsce to małe przedsiębiorstwa, takie rodzinne, 9-10 osobowe, które dają zatrudnienie ponad połowie pracujących. Wspomniane przeze mnie próby rozwinięcia turystyki i usług wokół niej, wydają się być doskonałym miejscem dla małych przedsiębiorstw. Podkreślę jeszcze jedną rzecz. To, że Bochnia jest miastem tak dobrze postrzeganym przez różne osoby przyjeżdżające do Bochni wynika z tego, że Bochniacy są ludźmi wielkiej przedsiębiorczości. Trzeba im stworzyć odpowiednie warunki. Jeśli marka UNESCO zacznie przyciągać, będzie w Bochni więcej turystów, znajdzie się miejsce dla przemysłu pamiątkarskiego, małej gastronomii, kawiarenek, sklepików, to również jest szansa na tworzenie hosteli, czy prywatnych kwater. Można to robić dbając o plany zagospodarowania przestrzennego.

Stefan Kolawiński: - Podatki w Bochni nie są od kilku lat podnoszone. To działa stymulująco zarówno na mieszkańców, którym w kieszeniach zostaje więcej środków na realizację pewnych zamierzeń, ale również stymuluje przedsiębiorców. To polityka stała, prowadzona od kilku lat, a nie wyborcza. Chciałbym dać przykład dobrej współpracy z przedsiębiorcami. W tej chwili zmieniamy punktowo plan osiedla Kolanów, bo spółka Bolarus planuje budowę hali. Wcześniej również dokonywaliśmy tego typu zmian. (...) Oprócz podatków również ceny wody nie były podnoszone, więc to rozumienie obniżenia kosztów dla działania przedsiębiorców jest zauważalne. Relacje z przedsiębiorcami naprawdę są niezłe, a doskonałym tego przykładem jest ufundowana przez bocheńskich przedsiębiorców zielona siłownia w Parku Uzbornia.

Czy Pana zdaniem 40-proc. to duże zadłużenie i czy Bochnia poradzi sobie z jego spłatą, nie rezygnując jednocześnie z inwestycji unijnych w perspektywie 2014-2020?

Stefan Kolawiński: - Najpierw chciałbym sprostować, bo zadłużenie Bochni wynosi obecnie 30,97 proc., natomiast liczbowo 33 450 000 zł. Oczywiście nowa perspektywa unijna to wielkie możliwości pozyskiwania środków, ale do każdego wniosku potrzebny jest wkład własny. Polityka finansowa była prowadzona w taki sposób, aby stopień zadłużenia nie został "wywindowany". Należy też mieć na uwadze również to, że obowiązujący do końca ubiegłego roku limit 60 proc. zadłużenia już nie ogranicza samorządów. Procedowanie i przyjęcie w niedługim czasie takich dokumentów jak Strategia Rozwoju Miasta oraz Lokalny Plan Rewitalizacji umożliwiają pozyskiwanie środków zewnętrznych do czego jesteśmy przygotowani. Nie raz mówiono, że szuflady burmistrza są puste, szuflady może są puste, ale szafa jest pełna. Przed nami wiele wyzwań, to dotyczy gospodarki wodami opadowymi, budowy nowych dróg. Przypomnę, że o środki możemy aplikować dopiero wtedy kiedy one zostaną uruchomione. Pisanie wniosków to nie proces skomplikowany, ani długotrwały i proszę mi wierzyć - urzędnicy są do tego przygotowani.

Jan Balicki: - Zadłużenie nie jest problemem Bochni. Wystarczy popatrzeć na ranking zadłużenia gmin jak wygląda sytuacja. Myślę, że jest jeden problem. Istotne pytanie brzmi: na co jest to zadłużenie? Jeżeli na "świecidełka" to rzeczywiście jest problem. Natomiast jeśli są to ważne inwestycje, które tworzą nowe miejsca pracy, albo służą kolejnym pokoleniom to warto się zadłużyć, oczywiście nie przekraczając bezpiecznej granicy. Ważne jest to, żeby była dostateczna ilość wolnych środków finansowych, ale w Bochni tego problemu nie ma, bo miasto pieniądze oddaje. Wystarczy przypomnieć sobie, że nie skorzystaliśmy z promesy na rewitalizację Rynku, oddaliśmy kilkanaście milionów złotych z 40 mln zł, które otrzymaliśmy na uzbrojenie BSAG. Wystarczy przypomnieć sobie, że robiliśmy remonty, których nie musieliśmy robić, np. na początku kadencji na ul. Brzeskiej. Więc sytuację sytuację w tym zakresie oceniam jako bezpieczną.

Jakie ma Pan pomysły na zwiększenie dochodów budżetowych w ciągu najbliższej kadencji?

Jan Balicki: - Po pierwsze trzeba szukać możliwości oszczędzania w kosztach. Pan burmistrz powiedział, że swoją aktywność kierował głównie do BSAG, a inne inwestycje np. rewitalizacja miałaby przynosić głównie straty. Nie podzielam tego zdania. Nie sugerowałem tego, żeby to wykonać tylko po to, żeby zrobić upiększenia. Chodziło o to, żeby stworzyć szanse na tworzenie nowych miejsc pracy i przyciąganie turystów, czyli zarabianie na siebie. Na pewno nie w ten sposób jak "zarabia na siebie" kawiarnia na Uzborni, która do dziś nie została użyta. Możliwości oszczędzania są w przetargach nieograniczonych. Kolejna rzecz to termomodernizacja obiektów i próby oszczędzania na miejskim oświetleniu. Ponadto wprowadzenie rejestru wszystkich usług, które są świadczone na rzecz gminy i jednostek budżetowych. Na Słowacji takie rozwiązanie przyniosło bardzo duże oszczędności. Nie chcę mówić, że tak jest w Bochni, ale w wielu gminach jest tak, że urzędy opłacają "swoich" i robią to w taki sposób, że te pieniądze wydawane są rozrzutnie.

Stefan Kolawiński: - Rezygnacja ze środków na rewitalizację Rynku wynika z tego, że środki, które przypłynęły do Bochni były zbyt skromne, żeby można było cokolwiek zrewitalizować. Wniosek złożony w tej sprawie nie obejmował badań archeologicznych. Muszę wyjaśnić dlaczego "kilkanaście mln zł zniknęło z BSAG". Pozyskanych zostało prawie 26 mln zł, natomiast po przetargu pozyskaliśmy ok. 9 mln zł. Stało się tak dlatego, bo projekt szacowany na ponad 43 mln zł został wykonany za 16 mln zł. Rezultat jest oczywisty. Środki musiały zostać zredukowane proporcjonalnie do obniżenia kosztów. Istotne jest to, że procent dofinansowania został utrzymany.

Miasto ma ograniczone możliwości zwiększenia przychodów, co mnie niepokoi. Ustawodawca nie daje za bardzo samorządowi możliwości zarabiania. Poza zbywaniem nieruchomości, które kiedyś się skończą to te możliwości są ograniczone. W zasięgu są dzierżawy, rozwijanie przedsiębiorstw, pobieranie pożytków z prowadzonej działalności w postaci podatków. To są źródła przychodów w samorządzie.

W DRUGIEJ TURZE kandydaci mieli zadać sobie nawzajem po dwa pytania. Najpierw pytał Jan Balicki: - Dlaczego mimo zwrotu tylu pieniędzy, które mieliśmy możliwość pozyskać na BSAG, miasto musiało dołożyć powiatowi 2 mln zł na wybudowanie drogi, którą można dojechać do Strefy, a do dziś samochody ponad 10-tonowe nie mogą tam jeździć?

Stefan Kolawiński odpowiedział: - To właściwe połączenie BSAG jest cały czas przed nami, czyli łącznik autostradowy, na który obecnie procedowana jest decyzja środowiskowa i podpisana została umowa z zarządem województwa małopolskiego. Teraz ten ruch odbywa się drogą powiatową. Nie mogło być inaczej, bo istniał tylko ten szlak komunikacyjny. Tylko takie rozwiązanie wchodziło w grę w ówczesnym czasie. Wydaje się jak najbardziej rozsądne, że włączenie się w remontowanie drogi powiatowej było jak najbardziej uzasadnione. Docelowo będzie budowany łącznik, w ramach którego powstanie wiadukt nad torami kolejowymi.

Stefan Kolawiński zapytał: - Niedawno uczestniczyłem w 14 spotkaniach osiedlowych. Podczas każdego z nich omawiałem bieżącą sytuację w mieście i omawiałem co należy zrobić, do czego dążymy, jakie mam plany, zamierzenia. W związku z tym, że te nasze programy wyborcze są tak bardzo zbieżne chciałbym prosić o wyjaśnienie dlaczego tak się stało? Czy dlatego, bo podziela pan mój punkt widzenia na Bochnię, czy jest inny powód?

Jan Balicki: - Niewątpliwie zbieżność związana jest z tym, że obaj wychowaliśmy się w tym mieście. Sądzę, że podobnie czujemy do niego co najmniej obowiązek, wychowaliśmy się w jednakowym duchu wartości, mamy podobne poglądy na Bochnię, odwołujemy się do podobnych wartości i elektoratu. Stąd myślę, że są pewne podobieństwa naszych programów, ale nie do końca. Pan burmistrz na swojej ulotce napisał "bezpieczeństwo i rozwój". Na inauguracji naszej kampanii akcentowaliśmy priorytety: podniesienie jakości życia, szeroko rozumiane bezpieczeństwo i rozwój. Być może różnimy się jakością życia, którą chcemy zaproponować mieszkańcom. Dodałbym jeszcze jedno: tempem realizacji.

Drugie pytanie Jana Balickiego: - Kiedyś powiedział pan, że pana kontrkandydaci wykorzystują pana pomysły. Chciałbym zapytać kiedy pana program mógł być dostępny dla mnie, żebym mógł się na nim wzorować albo "ściągnąć" coś z niego? Przypomnę, że nasz program został publicznie przedstawiony 16 października podczas konwencji wyborczej.

Stefan Kolawiński: - Nie pamiętam kiedy odbywały się spotkania osiedlowe, ale podejrzewam, że mogło to być zbieżnie. Kiedyś mnie też wydawało się, że w Bochni można szybciej, natomiast praca w urzędzie zweryfikowała pewne wyobrażenia dotyczące tego czy można szybciej, więcej. Zapewne można szybciej, można więcej, ale dopiero doświadczenie w samorządzie powoduje to, że można realnie ocenić z jaką prędkością, rozmachem można przeprowadzić pewne rzeczy. Kiedy cztery lata temu brałem udział w wyborach też wydawało mi się, że można tyle rzeczy prowadzić równolegle. Problem jest, bo z jednej strony mówi się o tym, żeby ograniczać zatrudnienie w urzędzie, ale się go nie zwiększa. Tutaj następuje pewnego rodzaju bariera. Ludzie mogą zrobić tyle ile mogą zrobić. Pracownicy zgodnie z kodeksem pracy pracują osiem godzin, mają takie a nie inne umiejętności, dysponują takim potencjałem. Ja pracuję nie osiem, ale kilkanaście godzin i różnie z tym czasem bywa. Natomiast z wielką przyjemnością i radością przychodzi mi wykonywać to co wykonuję, biorąc pod uwagę efekty i dokonania.

Jan Balicki kontynuował swoje pytanie podpierając się e-mailem datowanym na 3 czerwca br. i kierowanym do "jednego z kolegów z zespołu". - "Przesyłam ci plik z wyjściową, roboczą wersją programu wyborczego (...). Po konsultacjach z wiadomymi ci osobami powstanie mam nadzieję właściwa, pełna wersja programu (...)" - cytował. - Panie burmistrzu, nie czuję się osobą, która mogła coś "ściągnąć" z pana programu - stwierdził Jan Balicki.

- Skoro zostało to wyjaśnione to ja tylko podzielę się z panem radością, że widzimy problemy wspólnie i podobnie - odparł Stefan Kolawiński. Burmistrz zrezygnował z drugiego pytania do Jana Balickiego.

TRZECIA CZĘŚĆ DEBATY to pytania od internautów oraz uczestników debaty, które losował prowadzący.

Pytania do Jana Balickiego:

Jak według Pana wygląda wizja funkcjonowania inkubatora przedsiębiorczości w Bochni?

Jan Balicki: - Inkubator przedsiębiorczości to takie przedszkole dla uruchomienia biznesu, gdzie młodzi ludzie często mający wspaniałe pomysły nie mogą poradzić sobie z różnymi działaniami organizacyjnymi, nie mają biura, nie wiedzą jak załatwić pewne sprawy. Nie jestem specjalistą od ekonomii, więc wszystkiego dokładnie nie powiem, ale wyobrażam sobie, że taki inkubator mógłby nawet powstać w jednej z kamienic, z którą mamy problemy ze sprzedażą albo wynajęciem. Można tam stworzyć biuro, gdzie osoby o dużym doświadczeniu w biznesie mogłyby udostępniać pomieszczenia na godziny, dni, udzielać pomocy w zrealizowaniu pomysłów młodych ludzi, po to, żeby ich pomysły miały szansę się zrealizować. To zadanie na "poważniejszą" jednostkę niż gmina, to zadanie bardziej dla powiatu, może nawet więcej. Ale przy takim poziomie przedsiębiorczości w Bochni, być może warto inspirować takim pomysłem starostwo powiatowe.

Co z pracami interwencyjnymi i społecznie użytecznymi? (pytająca wyjaśniła, że odkąd prace te wykonują więźniowie są one mniej dostępne dla mieszkańców) Co będzie z remontem mieszkań socjalnych?

Jan Balicki: - Moja wiedza na ten temat nie jest pełna. Z pewnych spotkań wiem, że część mieszkań socjalnych jest używana bardzo sensownie, mieszkania trafiły do osób, które potrafiły to docenić. W tych okolicznościach remonty powinny odbywać się na ogólnych zasadach, tak jak remonty innych miejskich obiektów. W odniesieniu do pewnych mieszkań sposób eksploatacji prowadzony jest tak, że niektóre urządzenia trzeba było wymontowywać, bo nie były realizowane płatności za media, albo były dewastowana. To duży problem społeczny. Jeśli chodzi o pierwszą część pytania to z tego co wiem miasto nie pierwszy raz podpisało porozumienie (na mocy którego - przyp. red.) więźniowie mogą realizować część kary poprzez pracę. Część prac była realizowana poprzez Powiatowy Urząd Pracy. 2-3 lata temu pojawiła się "mizeria" jeśli chodzi o środki na tego typu programy. Nie będę mówił, że pan burmistrz nie przygotował takiego programu. Wiem, że ogólnie się pogorszyło i to nie tylko u nas.

Cztery lata rządów Stefana Kolawińskiego pokazały, że urząd potrzebuje sprawnego rzecznika prasowego. Czy zamierza Pan ogłosić konkurs na to stanowisko, czy raczej wzorem byłego burmistrza Bochni Bogdana Kosturkiewicza sam będzie Pan jednocześnie burmistrzem i rzecznikiem prasowym?

Jan Balicki: - Myślę, że pan burmistrz Kosturkiewicz był i jest tak niepowtarzalną osobą, że na pewno nie byłbym w stanie mu dorównać również w tej mierze. Natomiast wydaje mi się, że nie ma aż tak dalekich potrzeb. Sądzę, że jedną z osób, które widziałbym jako zastępcę swobodnie poradziłby sobie z obowiązkami, które drzemią na rzeczniku prasowym.

Czy zamierza Pan wybudować dodatkowe skateparki na terenie Bochni?

Jan Balicki: - Najpierw zapytałbym o to młodzież. Jeśli tak to przymierzylibyśmy sie do tego zadania. Miejscem mogłby być rejon Dębczy i Podedworza, gdzie teraz jest zarośnięte boisko.

Pytania do Stefana Kolawińskiego:

Czy jeśli Pan wygra, to w urzędzie miasta będą zmiany organizacyjne np. na stanowisku zastępcy burmistrza, czy reogranizacja wydziału promocji?

Stefan Kolawiński: - Moja mama mawiała czasami do mnie w ten sposób: nie chwytaj ryb przed siecią albo nie mów hop kiedy nie skoczyłeś. Kampania wyborcza się toczy, obok mnie siedzi poważny kandydat. Wobec powyższego odpowiedź na to pytanie jest przedwczesna. Traktuję poważnie to co robię, to z kim tutaj siedzę. Byłoby zdecydowanym nadużyciem odpowiadanie wprost na to pytanie. Każda działalność może być i powinna być weryfikowana, analizowana i poprawiana, jeżeli jest taka potrzeba. Po dokonanej analizie, podsumowaniu różnego typu działań, z całą pewnością taka analiza zostanie dokonana, a decyzje podjęte.

Proszę wymienić przynajmniej trzy cechy, które pańskim zdaniem bardziej predestynują Pana do sprawowania funkcji burmistrza niż pańskiego konkurenta.

Stefan Kolawiński: - Pytanie bardzo niewygodne. Cztery lata pracy w niełatwych warunkach, zdobyte doświadczenie to z całą pewnością pewien handicap w stosunku do mojego rywala. Ci którzy ze mną współpracują wiedzą o tym, że nie jestem człowiekiem kłótliwym, szukam zgody, ale pan Jan też jest człowiekiem porozumienia. Wydaje mi się, że oprócz zdobytego doświadczenia, niebagatelne jest również zrealizowanie wielu trudnych inwestycji.

Dlaczego zrezygnował Pan z zaawansowanych rozmów z Telefoniką zamierzającą zatrudnić blisko 500 osób na terenie Bocheńskiej Strefy Aktywności Gospodarczej?

Stefan Kolawiński: - Nigdy nie prowadziłem takich rozmów z Telefoniką. To dotyczy zapewne mojego poprzednika.

Do końca kwietnia 2011 roku miasto zleciło firmie geodezyjnej uzyskanie zezwolenia na realizację inwestycji drogowej dot. budowy II etapu KN-2. Czy burmistrz naliczył karne odsetki? Czy dysponuje Pan tym zezwoleniem?

Stefan Kolawiński: - Budowa KN-2 to rzeczywiście ważna inwestycja. W którymś momencie została ona przeze mnie "przytrzymana", bo rozwiązania rozwiązania projektowe nie satysfakcjonowały mieszkańców, m.in. tych którzy mają tam wybudowane garaże. Kary zostały naliczone. Kupiliśmy prawa autorskie, bo ten projekt będzie realizowany. Nic nie zostanie tutaj zaprzepaszczone.

* * *

Na koniec debaty każdy z kandydatów miał kilka minut na podsumowanie spotkania.

Jan Balicki: - Zapytano mnie czy opinia konserwatora, o której mówiłem podczas debaty w TVP Kraków była blefem. Mam tutaj kopię tej opinii, jeśli ktoś chce to może sobie obejrzeć opinię, z której wynika, że taki parking nie może powstać na pl. Okulickiego.

Chcę bardzo podziękować za udział tutaj. Być może nie zdajecie sobie sprawy z tego, że konieczność przygotowania się do debaty i zebrania w sobie sił do takiego wystąpienia to był najbardziej mobilizujący czynnik z tych wszystkich jakie mną powodowały w czasie kampanii. Stanąć twarzą w twarz z osobami, które chce się reprezentować i chce się poważnie potraktować, a nie tylko udawać, że spełnia się obietnice, jest naprawdę dużym wyzwaniem. Mam nadzieję, że udało mi się zaspokoić państwa ciekawość kim jestem, jakie mam pomysły na Bochnię i co potrafię. Myślę, że mogę dodać do tego jeszcze jedno, że nie próbuję tego czynić po to, by zaspokoić swoje ambicje. Ci którzy wiedzą o czym mówię, bo rozmawiali ze mną, wiedzą, że dość długo trwało zanim mnie przekonali do tego, abym zdecydował się kandydować. Może zabrzmi to nieskromnie, ale mam świadomość tego, że jestem jedną z niezbyt wielu osób, które mają sporą wiedzę o tym mieście, spore doświadczenie. Być może jestem tą osobą, która może spowodować, że wiele różnych rzeczy, których nie udało się do tej pory zrealizować, może być zrealizowanych. Dlatego apeluję przede wszystkim o udział w wyborach, żeby nie okazało się, że burmistrz został wybrany jednym albo dwoma głosami. Niech o tym zadecyduje Bochnia, w całej większości. Jeśli wybierzecie państwo pana burmistrza to będziemy mieli możliwość spotykać się na sesjach. Jeśli wybierzecie mnie to dam z siebie tyle ile potrafię, bo myślę, że to byłoby moje ostatnie wyzwanie zawodowe i nie tylko.

Na koniec mam jeszcze taką jedną informację, być może nie do końca związaną z dzisiejszym spotkaniem. Komitetowi wyborczemu "Prawo i Sprawiedliwość" udało się podpisać porozumienie 12 osób o zawiązaniu koalicji rządzącej w Bochni.

Stefan Kolawiński: - Dziękuję za państwa obecność i możliwość przedstawienia swoich racji, zamierzeń i pomysłów. Kierowanie miastem to wielkie wyzwanie. Wiele rzeczy, które zostało zrealizowanych. Wydaje się, że cały szereg rzeczy, które są do zrobienia, jest ciągle przed nami. To ważne, żeby kontynuować to co zostało rozpoczęte, żeby nie zaprzepaścić tego co już zostało wykonane. Każdy z byłych burmistrzów dokładał swoją cegiełkę do tej budowli jaką jest Bochnia. Dołożyłem i ja. Sami państwo ocenicie czy pozwolicie mi na to, żeby kolejną cegłę dołożyć, czy też nie. Podobnie jak pan Balicki apeluję, aby skorzystać z przysługującego prawa do wybierania, wyrażania własnej opinii w tych kwestiach, które są dla państwa ważne. Nie rezygnujcie z tego prawa. Osobiście bardzo żałuję, że w referendum brało udział tak mało osób. Przecież jeżeli zamysł był czytelny to można było zagłosować albo tak, albo nie. Natomiast wycofanie się z możliwości wyrażenia opinii to "chowanie głowy w piasek". Ten obowiązek obywatelski współdecydowania o naszej społeczności jest naprawdę bardzo ważny. Warto zaangażować się w to, aby iść na wybory i móc zadecydować samodzielnie. Natomiast kto będzie burmistrzem zdecyduje większość z państwa, która weźmie udział w głosowaniu.

Mirosław CISAK
comments powered by Disqus