Wydarzenia

Nowa "Kronika Bocheńska": Od Roselle do Nowego Jorku

Prezentacja najnowszego numeru miesięcznika

image/jpeg

Wrześniowy numer „Kroniki Bocheńskiej”, który właśnie trafił do kiosków, otwiera zdjęcie w symboliczny sposób ilustrujące współpracę pomiędzy Bochnią, a miastem Roselle pod Chicago.

Poza artykułem na ten temat amerykańskich akcentów jest w numerze znacznie więcej gdyż pochodzący z Bochni chicagowianin relacjonuje pielgrzymkę, która wyruszyła z kościoła św. Pawła Apostoła na Jasną Górę, nowojorski artysta rodem z Bochni pisze o swojej twórczości fotograficznej i odpowiada na 21 osobistych pytań, a historia innego nowojorczyka zwraca uwagę na losy nielicznych Żydów, którzy przeżyli likwidację bocheńskiego getta. Międzynarodowe konteksty obecnej sytuacji Bochni pokazuje natomiast Piotr Langer w opracowaniu dotyczącym skutków likwidacji kopalń soli w różnych europejskich miastach. Ciekawe spojrzenie na polską rzeczywistość można poznać czytając tekst Aleksandry Fortuny o Biance Rau, Niemce, która zdecydowała się przez rok uczyć w… I LO im. Króla Kazimierza Wielkiego.

image/jpeg

Rozbudowany, jak zawsze w „Kronice”, dział poświęcony sprawom samorządowym (w tym numerze 13 stron) otwierają: relacja z sierpniowej sesji Rady Miasta oraz odpowiedzi na wszystkie interpelacje zgłoszone podczas poprzednich obrad samorządu. Okazuje się jednak, że nawet tak liczne pytania i postulaty radnych nie obejmują wszystkich problemów, z jakimi borykają się mieszkańcy miasta. Podpis pod fotografię informuje bowiem: „Nie tylko radni apelują do władz o poprawę bezpieczeństwa pieszych, szczególnie dzieci, poruszających się po ul. Wiśnickiej. Czynią to także sami mieszkańcy tych okolic, dla których dużą niedogodnością jest brak chodnika na odcinku od wjazdu do drukarni do wiaduktu nad obwodnicą. Zmusza to ich do chodzenia po nierównej nawierzchni lub... jezdni. Szczególnie zimą, gdy wąska ścieżka jest przez pługi całkowicie zasypana śniegiem. Poniżej i powyżej widocznego na zdjęciu odcinka jest wygodny chodnik z kostki brukowej...”

image/jpeg

Dopełnieniem okładkowego zdjęcia są informacje zawarte na stronach 16 i 17 w bogato ilustrowanym artykule „Dekada partnerstwa”: „2 sierpnia 2003 roku przebywający z wizytą w amerykańskim Roselle w stanie Illinois Wojciech Cholewa ówczesny burmistrz Bochni i Jan Olszewski przewodniczący Rady Miasta podpisali umowę o współpracy Roselle i Bochni. (…) W roku jubileuszu 10-lecia współpracy naszych miast burmistrz Roselle Gayle Smolinski i przewodnicząca Sister Cities Commission Mary Ann Allivato zaprosiły do Roselle burmistrza Bochni wraz z małżonką. Wylot nastąpił dokładnie w 10 rocznicę współpracy, a więc 2 sierpnia 2013 r. (…) Pomimo dużej odległości dzielącej miasta partnerskie dziesięcioletnia współpraca zaowocowała dotąd ciekawymi kontaktami i wymianą doświadczeń pomiędzy władzami lokalnymi, wymianą młodzieży na szczeblu szkół gimnazjalnych oraz pomocą dla dotkniętych przez los mieszkańców Bochni.”

image/jpeg

- „Wincenty był właścicielem lwiej części pól w Dołuszycach, mieszkał „na Pagórku”. Był sołtysem Dołuszyc. Przykładał dużą wagę do gruntownego wykształcenia dzieci, sam miał ambicje polityczne, które spełnił kandydując z sukcesem do Sejmu Krajowego Galicji, na plakatach wyborczych pisał „Kandydatem ludu jest Wincenty Pilch chłop z Dołuszyc. Na niego głosujcie!”. Posłem na Sejm został w roku 1913, zasiadał w nim razem z Ferdynandem Maissem, wieloletnim (22 lata) i niezwykle zasłużonym burmistrzem Bochni” – piszą Anna Kocot-Maciuszek i Andrzej Maywald w 30.  już odcinku cyklu „Katyńskie biografie”. Tym razem jego bohaterem jest porucznik Feliks Pilch, który u rodził się 12 stycznia 1911 r. w Dołuszycach, jako syn Wincentego i Katarzyny z Budzynów. (…) „Kiedy w 1943 roku Niemcy odkryli zbiorowe mogiły w Katyniu międzynarodowa komisja zidentyfikowała Feliksa Pilcha zapisując jego szczątki pod pozycją 1668.” Znaleziono przy nim Książeczkę Stanu Służby Oficerskiej, wizytówki, list, książeczkę PKO, cygarniczkę i medalik…”

image/jpeg

- „Trwające obecnie prace związane z przeorganizowaniem strefy odprawiania liturgii (korekta schodów, zmiana dotychczasowej okładziny z marmuru „Marianna” na bardziej stonowaną) nadadzą prezbiterium, jak zalecają konstytucje soborowe: „szlachetne piękno” i „dostojną formę” – pisze Jan Flasza w artykule „Wokół Stołu Pańskiego”.  Tekst dotyczy nowej aranżacji najważniejszego miejsca w bazylice św. Mikołaja i jest okazją do zaprezentowania najważniejszych zmian, które w czasie dwóch stuleci zaszły w tej przestrzeni. Pokazują to także archiwalne zdjęcia wnętrza świątyni. Nie wszystkie zmiany autor pochwala: „Kwestią dyskusyjną pozostaje zastąpienie w 1995 roku dotychczasowych witraży gomółkowych w prezbiterium (…) sączących do wnętrza delikatne, miękkie światło - witrażami proj. Józefa Furdyny, niekomponującymi się zupełnie z barokowo-rokokowym wystrojem prezbiterium. Ich forma artystyczna bliższa jest wnętrzom świątyń nowoczesnych.”

image/jpeg

- „Kilka dni wysiłku, skupienia, modlitwy, radości i poczucia czegoś szczególnego. Czegoś, co zdarza się niezbyt często, kiedy możemy być razem, bliżej Tego, który do nas mówi każdego dnia, ale jakoś tego nie słychać tak wyraźnie w zwykłe, pracowite i zabiegane dni. Jest w nas to pragnienie rozmówienia się z Nim a czasem nawet pokłócenia się, bo nie rozumiemy tego, co wokół nas, nie umiemy zaakceptować zła i tego, co nam się przydarza. Nie akceptujemy czasami nawet samych siebie… I jeśli jest w nas chociaż trochę wiary patrzymy w Jego stronę i oczekujemy odpowiedzi. Nie zawsze ta odpowiedź jest tą, której oczekiwaliśmy, nie zawsze też słychać tę odpowiedź. Zbyt duży hałas, pęd, zamęt i zwyczajne zmęczenie. Dlatego między innymi pielgrzymujemy. W drodze łatwiej zadawać pytania” – takie refleksje o relację z tegorocznej wędrówki z Bochni na Jasną Górę.

image/jpeg

Sześć młodych bocheńskich fotografek odpowiedziało na sześć identycznych pytań zadanych im przez Aleksandrę Fischer. Jej rozmówczynie zdradzają nie tylko swój wiek i miejsce nauki, lecz przede wszystkim mówią o tym co najbardziej lubią fotografować, co daje im fotografia, a nawet próbują zdefiniować fotografię. Każda z fotografek przedstawia na łamach „Kroniki” jedną ze swoich prac, a w kolejnym wydaniu będzie można zobaczyć szersze portfolio jednej z autorek.

Zajmująco o swoich najnowszych artystycznych przedsięwzięciach pisze z Nowego Jorku Mieczysław Rudek:

image/jpeg

- „Powstało w ten sposób myślenie, które dziś nazywam „War on perfection”, a każdą kolejną wystawę, a raczej kolejny projekt bitwą „o” lub „z”. Powstają w ten sposób „war on perfection - battle of color”, czy „war on perfecton - battle of iPhone”, czy obecny „battle of 3 cites: Bochnia - Paryż - Nowy Jork”. Na czym polega „war on perfection” i dlaczego to tak nazywam? - Nazwa jest jakby mechaniczna, bo w swoich fotogramach walczę z perfekcją w fotografii, czyli nie chce mieć bardziej błękitnej wody niż ona jest naprawdę?, nie chce mieć? na fotografii widocznych wnętrz porów ludzkiej skóry, bo nasze oko tego nie widzi. „Nasze oko” jest dla mnie podstawą mojego fotograficznego myślenia. Nasze oko nie widzi „perfekcyjnie”.

image/jpeg

- „Już jeden z pierwszych piątkowych koncertów miło zaskoczył publiczność repertuarem: po wcześniejszych rockowych występach Reveal i DePools na scenie pojawili się dwaj uśmiechnięci gitarzyści z zespołu JackNRoll. Ich akustyczne wersje znanych utworów, lekko w stylu country, idealnie wpasowały się w klimat letniego wieczoru” – pisze Antonina Bukowska. Chwali ona również samą ideę Sceny Letniej, jaką jest danie okazji do pokazania się i sprawdzenia na estradzie młodym wykonawcom, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z koncertowaniem. Nie ukrywa jednak wpadek organizatorów: „Oprócz sukcesów tegoroczna seria koncertów przyniosła kilka rozczarowań. Jednym z takowych był występ grupy NJB SQUAD podczas hip-hopowego wieczoru na Rynku. Trzech siedemnastolatków z Częstochowy o wdzięcznych pseudonimach Cycu, Gaju i Szaman wesoło skakało po scenie (często tyłem do widowni), wykrzykując swobodne teksty, gęsto naszpikowane przekleństwami. Na twarzach słuchających ludzi widać było wyraźnie niezadowolenie, jednak całokształtu dopełnił widok dzieci zatykających sobie uszy.”

image/jpeg

Sportowa część miesięcznika (od str. 65 do 73) obejmuje tym razem nie tylko relacje z tradycyjnie uprawianych w Bochni dyscyplin sportowych. Aleksandra Fortuna w tekście „Z piskiem opon przez Bochnię” relacjonuje bowiem trzecią rundę tegorocznych Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Śląska, które po raz pierwszy zorganizowano… poza Śląskiem. Rozpędzone rajdowe samochody tym razem mknęły przez Bocheńszczyznę. Wyjątkowo efektowny specjalny odcinek miejski odbył się na ulicach Bochni: - „Większość mieszkańców była zachwycona pomysłem i organizacją rajdu. Odcinki przyciągnęły wielu kibiców. „Przyszedłem z moimi synami. Niech uczą się już od małego” – pochwalił się tata dwóch zafascynowanych wyścigami chłopców, którzy przekrzykiwali się, komentując poczynania rajdowców. „Patrz jak pali gumę!” – małym kibicom nie umknął najmniejszy szczegół. Byli jednak tacy, którzy oglądali wyścig z grobową miną. „Głośno, niebezpiecznie i kto zapłaci za te wszystkie szkody?” – komentowała jedna ze starszych obserwatorek tuż po tym, jak rajdowy samochód z dużą prędkością uderzył w ławkę na placu Okulickiego. Wypadków na szczęście nie było dużo. Dwa razy wzywano karetkę pogotowia.”

image/jpeg

Gościem rubryki „Znamy się tylko z widzenia” jest Mieczysław Rudek, który obecnie prowadzi w Nowym Jorku „Emart Gallery”, a równocześnie wystawia swoje prace w wielu krajach świata i pisuje o polskich artystach. Największe do tej pory jego osiągniecie artystyczne, to udział w prestiżowym biennale fotografii Mois de la Photo w 2012 roku. Na 21 pytań Agnieszki Dudy odpowiada m.in. tak:

Moje podwórko

to Bochnia - dała mi wszystko, czego potrzebowałem, żeby wyruszyć w świat.

Chciałbym poznać sposób na

uczynienie ludzi przeźroczystymi. Kiedyś, gdy byłem jeszcze bardzo młody, taka myśl przyszła mi do głowy. Wydałoby mi się wtedy, że dzięki temu będę widział dobre i złe strony każdego człowieka i będzie mi łatwiej żyć.

Chętnie wracam do

Nie przywiązuję się ani do miejsc, ani do ludzi, ani do wspomnień. Wstaje rano i staram się nie marnować czasu na to, co było wczoraj. Idę do przodu.

Nie lubię

ludzi niekompetentnych zarzucających całemu światu brak racji na podstawie powierzchownej informacji. Marnowania czasu na ciągłą krytykę. Oszustów.

Gdybym nie był tym, kim jestem zostałbym

Tu akurat niczego bym nie zmieniał.

Moim marzeniem jest

Przede wszystkim nie mylę marzeń z planami. Jak ktoś chce mieć na przykład ferrari, to... do roboty. Bo marzenia powinny być niespełnialne, dlatego jako zaprzysiężony pacyfista marzę o pokoju na świecie.

Najnowsze