Prosty przykład, wczoraj obok Arkad, ok 23 grupa na oko 16 latków z dziewczętami zaczyna rozbijać butelki i napieprzać się między sobą całkiem na poważnie. Tłuczone, szkło, bluzgi i wrzaski słychać było chyba na cały rynek. Zero reakcji. No nie przepraszam 5 minut później dzielni stróże prawa przejechali radiowozem czujnym okiem lustrująć całą grupę (ok 10 osób połowa ledwo trzymająca się na nogach, żaden nie miał raczej 18 lat) i odjeżdżają dalej.
Wczoraj ok 1:30, grupka ok 15 (!) osób gromkim głosem śpiewa na rynku sto lat, od czasu do czasu przerywane jakimiś "ku*wami". Oczywiście nie ma nikogo, a ciągnie się to na bidę z 20 minut. Nie ma nikogo.
O sobotnich wieczorach i 16 latkach leżących w kałużach rzygowin na plantach już nie wspomnę.
O Chilli litościwie nie będe pisał, bo o ile knajpa może i jest ładna, to towarzystwo zjeżdżające się tam jest dla mnie niczym innym niż trailerem przemiany bochni w brzesko.
10 lat temu, ba nawet 3-4 lata temu jakoś tego wszystkiego w Bochni nie było.
Tylko co na to nasi dzielni stróże prawa?